sobota, 12 października 2013

I ja tam byłam, miodu i mleka nie piłam

Ok. Byłam na spotkaniu z małżeństwem Searsów. Tłumy rzeczywiście były! I co najmilsze, byli rodzice z dziećmi. I to mi się najbardziej podobało.
Raczej nie powinnam się dziwić - temat spotkania był bardzo prorodzinny. Znam jednak polskie realia i rzadko mamy możliwość spotykania młodych rodziców z pociechami w miejscach publicznych, chyba, że na festynach podlewanych ogromnymi ilościami piwa! Wiele osób witało się czule / mamy/ co by znaczyło, że jest to grupa z tego samego podwórka /Szkoła Rodzenia Gaja, Stowarzyszenie Poznań w Chuście, itd./. Małe spóźnienie nie przeszkodziło w dobrych nastrojach, chyba, że dotyczyło to osób stojących. Tak, tak, frekwencja zaskoczyła organizatorów.

A później było już tradycyjnie: dużo śmiechu, oklaski dla gości i... sakramentalne pytania do autorów licznych publikacji dla rodziców: dlaczego?, po co? od kiedy? itd. Słuchacze żywo reagowali na wypowiedzi a tłumaczka miała dużo pracy, z której według mnie wywiązywała się bardzo dobrze!

Dlaczegóż więc nie spijałam miodu płynącego z tego spotkania?
Byłam tam w bardzo konkretnym celu. Chciałam usłyszeć jakie pytanie będą zadawać młodzi rodzice! Z krótkiego zagajenia zorientowałam się, że znaczna część obecnych na spotkaniu znała już zasady rodzicielstwa bliskości / mi bardziej odpowiada własny termin -rodzicielstwo w bliskości/.
Pytania, skierowane do państwa Searsów, wskazywały, że rodzice oczekują: wyjaśnień, potwierdzeń, ukierunkowań. Czyli nihil novi!

Większość z rodziców na początku swojej drogi ma wiele wątpliwości i rozterek. Szczególnie dzisiaj, gdy został wykreowany pogląd, że we wszystkim musimy być idealni: idealny pracownik, idealny samochód, idealne kontakty towarzyskie, idealna uroda i tym podobne oczekiwania. Więc każdy chciałby mieć idealne dziecko i być idealnym rodzicem. A tutaj rzeczywistość skrzeczy!

Będę wracać do podstaw filozofii / chyba zbyt wielkie słowo?/ rodzicielstwa bliskości. Teraz chcę spuentować swoja obecność na spotkaniu z amerykańskimi gośćmi.
Dla mnie bycie rodzicem wygląda trochę jak praca w kuchni. Chcę przygotować smakowitą i zdrową potrawę. Szukam przepisów, wybieram składniki, korzystam z doświadczeń wcześniejszych pokoleń, dodaję swoje i cały czas uczę się! Może i błądzę - nikt nie jest doskonały. Wiem jedno - moja potrawa jest przygotowywana z Miłością. Wierzę i ufam sobie. Zawierzam intuicji. Szanuję siebie,więc szanuje wszystko co jest ze mną związane. Potrawa będzie pyszna!
Promowana publikacja Marthy i Williama Searsów to niezła książka kucharska!

Dla zaciekawionych: w Poznaniu, nadal w Poznaniu

wtorek, 8 października 2013

Nowinka czy objawiona prawda?

To jest dla nas prawdziwe wyzwanie!
Co mam myśleć i jak oceniać kolejne poradniki dla rodziców. Często, gdy się zapoznaje z nowym trendem w opiece nad małym dzieckiem, zadaje sobie pytanie:
Czy jest możliwe, aby rodzic nie zdawał sobie sprawy jak ważne jest np. przytulanie dziecka? A jednak gdy przyglądam się poznanym rodzinom to widzę, że intuicyjne zachowania nie wystarczają. Potrzebna jest wiedza!
Mam w głowie swój pomysł na Szkołę dla Rodziców - coraz częściej do niego wracam.
Teraz zapraszam na spotkanie z rodzicami ośmiorga dzieci: lekarza i położnej. W Poznaniu będą Searsowie.
Na pewno będę! Z ciekawością i życzliwością - najbardziej wobec rodziców, którzy będą chcieli czegoś się dowiedzieć. Do zobaczenia!

sobota, 5 października 2013

Przerwa na życie

Tak, tak! Nianie też mają prywatne życie i dużo spraw na głowie.

Ale spoko! Już jestem na miejscu!

Temat sam się nasuwa - czy niania może mieć swoje problemy i uzyskać od pracodawców czas wolny na ich załatwienie?
Najczęściej są to kwestie nie określone podczas wstępnych rozmów. Wtedy obowiązuje zasada - miło i stanowczo niani deklaruje się, że jest dyspozycyjna. Określony czas pracy pokrywa się z godzinami pracy urzędów, wyznaczonymi terminami wizyt u lekarza. Niania - mama dziecka w wieku szkolnym może mieć potrzebę wizyty w szkole. No i choroba - podobno za chorobę nikt nie może!?
Co robić?
Nasze sprawy nie są problemami rodziców naszego podopiecznego. Zresztą mają prawo oczekiwać, że ich pociecha jest najważniejsza. Także dla nas. Nie dziwcie się ich zdziwieniu!!!! Jak to do lekarza? O której? Przecież mama i tata są niezbędni w swojej pracy! Ich pracodawcy też nie przepadają za nieobecnymi!
Zresztą choroba to jest temat "łatwy i przyjemny" - zadbał o to Narodowy Fundusz Zdrowia. Limity przyjęć pacjentów wymuszają na poradniach wyznaczanie terminów wizyt u specjalisty - bardzo odległe ale... znane nianiom wcześniej - można więc przygotować sobie grunt na taką nieobecność. Sama pamiętam wizyty, których terminy podawałam z co najmniej dwumiesięcznym wyprzedzeniem i otrzymywałam wolne, za które oczywiście nie otrzymywałam zapłaty.
A co, gdy choroba jest nagła? Grypa, tzw. "jelitówka"? Wtedy telefon do mamy, która sama postanowi aby niania została w domu! Dziecko powinno być bezpieczne. Sama pamiętam spotkanie z rota wirusem / dziecko było chore już od tygodnia / - otrzymałam wolne, za które oczywiście nie otrzymałam zapłaty.
Pamiętam też wypadek mojej mamy - upadek i złamanie obojczyka. Wizyta na pogotowiu to kilka godzin oczekiwania - otrzymałam więc wolne, za które oczywiście nie otrzymałam zapłaty.

Nie przypadkowo piszę słowa: otrzymałam wolne, za które oczywiście nie otrzymałam zapłaty - jak mantrę, gdyż jest to najczęściej spotykana reakcja naszych pracodawców. Mantra rodziców brzmi: nie pracujesz, nie zarabiasz!

A sprawy urzędowe? Na przykład Urząd Skarbowy! Tego spotkania wszyscy unikają ale też rozumieją powagę sytuacji. To jeszcze przejdzie, ale inne powody nieobecności są nie tylko niemile widziane, ale nawet odbierane jako afront ze strony niani. N'est pas?

Czy mam na to jakieś rozwiązanie? Tak i jest ono bardzo proste. Wystarczy odrobina dobrej woli i to koniecznie z obydwu stron. Nie może też zabraknąć szczerości w rozmowach - także z obydwu stron. Kwestie finansowe trzeba dogadywać za każdym razem osobno.

Tak, tak. Niania też ma swoje prywatne życie. I sprawy na głowie. Oj, mają!


sobota, 24 sierpnia 2013

Sezon na nianie otwarty

No! Zrobiło się gorąco!

Kto żyw szukał niani - najbardziej idealnej.

Na portalach tematycznych aż roiło się od ogłoszeń.

Przyglądałam się bacznie oczekiwaniom obu stron i nie omieszkam podsumować swoich spostrzeżeń.

Już po wakacjach, po przeprowadzce - więc czas do pracy.

Do zobaczenia na nianiowym szlaku!

poniedziałek, 15 lipca 2013

Bać się czy ignorować?

Internet odarł nas z prywatności a nawet z intymności. Dzieje się to czasami bez naszej wiedzy czy świadomości. Czasem sami tego chcemy.

Każdy z nas chichocze, gdy czyta w newsach o kolejnej wpadce głuptasa, który "choruje" na zwolnieniu lekarskim i publikuje na fejsie zdjęcia z upojnego pobytu na Kanarach. A sami co?

A sami wrzucamy  co się da: a to grillowanie na działce, a to baraszkowanie z dziećmi nad wodą. A co niech wszyscy wiedzą. Co dalej? Scenariusze mogą być różne...

Zaciekawiła mnie kampania: "Pomyśl, zanim wrzucisz"

Zapraszam na stronę, zapraszam do zastanowienia się: bać się o prywatność naszych dzieci czy ignorować sprawę?

Warto na pewno zapoznać się z poradnikiem dla rodziców

Publikuję jeden z plakatów tej, wydaj mi się ważnej kampanii:
Przy okazji przypomniało mi się, że czytałam niedawno o specjalnej stronie dla rodziców, którzy chcą publikować zdjęcia dzieci, dostępne tylko dla zaproszonych gości: dziadków, cioć i innych osób bliskich Może to jest niezły pomysł!. 

niedziela, 14 lipca 2013

Idealna niania w telewizji

Już dawno postanowiłam nie reagować na idiotyczne programy telewizyjne, gdzie aktorzy w ramach scenariusza i dekoracji "pokazują" nam świat kreowany przez producentów. Wielość tych audycji mówi, iż są oglądane a o to tylko telewizji chodzi - oglądasz tv - płacą tv. My sobie mózg rozmiękamy a telewizja zarabia!

Przyznaję się bez bicia! Tak, oglądałam co najmniej cztery odcinki programu "Idealna niania". Na początku nieźle się uśmiałam - zachowania rodziców i niań były komiczne, używany język / charakterystycznie głupawy / i prostacka schematyczność scenariusza - rozbawiły mnie! Po jakimś czasie przypomniałam sobie "karne jeżyki" pani Zawadzkiej- telewizyjnej super niani - poznałam rodziców, którzy bezkrytycznie przeflancowywali pomysły z TVN. Przeraziłam się, że monitorowanie niań wejdzie do kanonu naszych pracodawców. Koszmarna sytuacja - rodzice wiedzą, kiedy masz biegunkę czy menstruacje a my / jeśli dostąpimy wiedzy o monitoringu / zatracimy naturalność i nie będzie nas już cieszyć praca!

Zdawało mi się, że wystarczy nie oglądać. O nie! To za mało! Trzeba się temu przeciwstawić - tak mniej więcej wyglądały rozmowy z moimi pracodawcami. Z różnym efektem - niedowierzanie, że program telewizyjny to fikcja, "święte" oburzenie na przykłady zachowań "niań", nieufność - zawsze wobec nowych osób.

Teraz czytam na tokfm.pl wpis blogowy Fundacji Panoptykon. Fundacja uświadamia nam, że jesteśmy społeczeństwem nadzorowanym. Wydarzenia ostatnich dni to unaoczniają 

Panoptykon złożył oficjalną skargę, powołując się na art.18 u.1. Ustawy o radiofonii i telewizji, do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Artykuł ten mów między innymi, że nadawcy nie mogą propagować działań sprzecznych z prawem. Ale..monitoring pracowniczy jest dozwolony prawem, oczywiście przy spełnieniu przepisów Kodeksu Pracy i Ustawy o ochronie danych osobowych.Hop, hop! Czy scenariusz tego, pożal się Boże, wstrząsającego reality show, mówi o zatrudnionych nianiach? NIE! Czy podpowiada jak zatrudnić nianię? NIE! Czy jest rozrywką, tanią i prostacką? TAK!

Jaka jest reakcja KRRiT? Pomijam, że odpowiedź zawiera błędy językowe, że cytuje tekst ze strony internetowej programu, która nie jest dostępna w całości dla zwykłego internauty / patrz linki powyżej / a język Departamentu Prawnego nie wspina się na wyżyny, oj nie! Nasz wysoki urząd o mediów mówi - nie, nie propaguje "Idealna niania" bezprawia.

Oczywiście, poznaliśmy także oficjalne stanowisko TVN-u. Z niego wynika, że Fundacja się nie zna na prawach budowania audycji telewizyjnych, czyli po naszemu:  zwiększania oglądalności. Ogólne przesłanie to zdyskredytowanie przedstawicielek Fundacji i trawestacja art. 267 Kodeksu Karnego - rodzic ma prawo wiedzieć, jest uprawniony - więc nie popełnia przestępstwa. Aby była równowaga, w piśmie z TVN występują błędy- na przykład ortograficzny.

Według KRRiT program "Idealna niania" nie propaguje działań niezgodnych z prawem. I tyle!

Zadaję sobie pytanie - czy wskazywanie normy, uzusu - braku zaufania społecznego, to jest działanie zgodne z prawem, tym zwykłym prawem, prawem człowieka do szacunku, prywatności?

A może nianie powinny pokazać kamerom w misiach właściwy palec w międzynarodowym geście?
Hm...

sobota, 13 lipca 2013

Wersja beta

Długo trwało, aż doszłam do zgody ze sobą.

Poprzednia wersja bloga wydała mi się słodka i mdła jak zupa "nic".
Na wierzchu nadal pływała wyspa bitej śmietany a reszta, to była budyniowa zupa!
Brr!

Ta wersja będzie inna!
Ostra / ale nie lubię papryczek chili, więc nie przesadzę /, pikantna, doprawiona i bardzo zróżnicowana.

I mam plan, aby nie stosować żadnego planu.


wtorek, 11 czerwca 2013

Dzieci i pieniądze - cd.

No dobrze - teraz my!
Niania i dziecko. Okazji do wręczania prezentów jest sporo: urodziny, imieniny, Gwiazdor, Zajączek, Dzień  Dziecka, itd., itd...
Uśmiech dziecka - bezcenny. Prezent - cenny dla dziecka! Jego oczekiwania są nam znane i... od nas zależy ile prezent będzie kosztował.
Namawiam do wykonania upominku samodzielnie:

  1. uszyta lub wydziergana maskotka
  2. zestaw gier planszowych dla starszego dziecka
  3. krzyżówki
  4. portret dziecka
  5. pacynka
  6. babeczki upieczone za zgodą rodziców
  7. kartka z życzeniami / wykonana własnoręcznie /
lub też:
  1. wspólna wyprawa w jakieś czarodziejskie miejsce
  2. specjalna bajka
  3. wspólne gotowanie ulubionej potrawy lub pieczenie specjalnego ciastka
  4. wyprawa po skarby / uprzednio schowane /
  5. itd.
Wszystko powinno być okraszone aurą tajemnicy i niespodzianki. Dziewczyny nie dajmy się zwariować. Rodzice kupują prezenty - my dajemy serce i uroczy, zabawny drobiazg. Dziecko to doceni.

niedziela, 9 czerwca 2013

Dzieci i pieniądze

Minęło już szaleństwo zakupowe, dzieci prezenty z okazji dnia dziecka już skonsumowały. Niejedna łza polała się nad nietrafioną zabawką, niejedne fochy "strzelone" przez dorosłych nieusatysfakcjonowanych oznakami radości.
Jeśli prezenty to pojawia się - kasa. Większość z nas swoim dzieciom chciałoby nieba przychylić a to często kosztuje. Dużo! Szczególnie, gdy chcemy tego nieba KUPIĆ!

Zainspirował mnie wywiad, który przeczytałam w Wysokich Obcasach z 1 czerwca. Z psychologiem, dr Barbarą Arską- Karylowską rozmawiała Aleksandra Szyłło. Wywiad jak wywiad. Dla mnie niespójny i nie umiałabym powiedzieć, czego chciała dowiedzieć się dziennikarka. Może trafnie pani doktor wyczuła, że główne przesłanie to lęk - lęk, czy dziecko nie będzie się czuło gorsze, gdy nie będzie mogło konkurować z rówieśnikami drogimi i modnymi gadżetami.

Jednak pytania zostały postawione: Jak sprawić, aby dziecko nie określało swojej wartości poprzez stan posiadania? Jak uczyć szacunku do pieniądza? / o, dziecię - szanuj pieniądz, szanuj! / itd, itd...

Pani dr Arska przedstawiła kilka twierdzeń, które chcę przytoczyć: Warto uczyć dzieci dystansu do statusu materialnego. Rodzic to taki bank - musi być rzetelny i punktualny. A dziecko ma prawo do wydawania swoich otrzymanych pieniędzy. Powinniśmy wpajać rozsądne zarządzanie pieniędzmi a rodzice nie mogą zagrabiać pieniędzy dziecka / ciekawe jak to wygląda po przyjęciach komunijnych? /. I apel, aby nie wpaść w kołowrotek, który napędzają producenci zabawek.

Tematy poruszone w wywiadzie są na tyle interesujące, że warto by poświęcić im więcej czasu - padło nawet zapewnienie o następnej rozmowie. I tyle!

Tekstu nie znalazłam w wersji elektronicznej - może też trzeba pieniędzy na "piano" aby dotrzeć, ja mam wersję gazetową i obiecuję sobie do tych słów powrócić. Zainteresowała mnie przywołanie postaci Paula Tough, autora książki " Jak dzieci osiągają sukces". Powołał się on / cytuję za panią dr Arską / na badania psychologa Waltera Mischela. To słynny test cukierków. Dzieci / czterolatkowie / otrzymaly cukierek i informacje, że dostaną dwa, jeśli poczekają ze zjedzeniem aż prowadzący badania powróci. Uczestnicy badań reagowali dwojako: albo niecierpliwie częstowali się cukierkiem lub czekali, chociaż cukierek nęcił. Gdy badana grupa zakończyła naukę w szkole średniej, okazało się, że ci cierpliwi radzili sobie o wiele lepiej w życiu, byli pewni siebie i potrafili dążyć do dalekosiężnych celów. Jedna trzecia tych, którzy byli "łakomczuchami" radzili sobie gorzej, co nawet było widoczne w efektach nauki.

Pierwszy raz przeczytałam o powyższych badaniach w pracy Daniela Golemana "Inteligencja emocjonalna". Tej właśnie książce chcę poświęcić słów kilka - o czym za tydzień.

niedziela, 2 czerwca 2013

Jak reagować? kampania


"Przeprowadzone na zlecenie RPD, przez TNS OBOP w 2012 roku badania pokazują, że jedna trzecia badanych uważa, iż nie powinni się wtrącać w to, jak rodzice postępują z dziećmi i w sytuacje stosowania kar fizycznych. Najczęściej powodem braku ich reakcji jest niechęć do wtrącania się w sprawy innych (29%).

Niemal połowa respondentów (47%) nie zareagowałoby uznając zasady nietykalności rodziny lub nie czująć się "uprawnionymi" do tego. Powodem brak działania u prawie jednej czwartej badanych (23%) okazał się być strach.

Z badań wynika jednak, że społeczeństwo odczuwa wyraźną potrzebę reagowania na krzywdę dziecka. Działania te są jednak mało zdecydowane, w konsekwencji nie są w stanie uchronić dzieci przed tragedią. Spośród wszystkich badanych jedynie połowa wykazała gotowość do zgłoszenia zauważonej przemocy jakiejkolwiek instytucji zajmującej się problemem stosowania przemocy wobec dzieci.

Rzecznik Praw Dziecka chce zmienić tę statystykę! Chce pokazać, że należy i warto reagować gdy krzywdzone są dzieci! Chce by była to nie tylko jednorazowa kampania, ale cały ruch społeczny, który poruszy nasze głowy i serca, skłoni nas do otworzenia oczu na przemoc, która dzieje się obok nas, może za ścianą, na sąsiedniej ławce w parku, na ulicy, WSZĘDZIE.
Przemoc to nie tylko bicie, znęcanie się i wykorzystywanie seksualne dzieci. To również zaniedbywanie, karmienie na siłę lub głodzenie, przemoc psychiczna i emocjonalna. Warto byśmy otworzyli oczy i reagowali na każdy jej przejaw.
Jednym z filarów kampanii są "skrypty reakcji", których celem jest wskazanie osobom dorosłym możliwych reakcji w sytuacjach trudnych, w których - jak wykazują badania - nie wiedzą jak się zachować.
Skrypty te można poznać na kolejnych stronach. To proste, łatwe do zapamiętania - w 3 krokach pokazują jak radzić sobie w sytuacjach, w których do tej pory paraliżował nas strach lub niemoc.
Przyłącz się do akcji już dziś - REAGUJ! MASZ PRAWO!" żródło

sobota, 1 czerwca 2013

Dzień Dziecka

Z okazji tego dnia składam serdeczne życzenia wszystkim dzieciom.

Życzę Wam, aby marzenia się spełniały, uśmiechy rozjaśniały Wasze buzie a rodzice mieli dla Was zawsze czas!

Osobne życzenia dla moich dzieci:

Paulinko, życzę Ci abyś zawsze miała serce na dłoni!

Michale, życzę Ci abyś zawsze jechał najkrótszą drogę do Mamy!

Tunia, życzę Ci abyś mogła tak pięknie się uśmiechać, jak to pamiętam!

Aniu, Sylwestrze i Kubusiu, życzę Wam aby miłość była Waszym najlepszym przewodnikiem!

Szymku i Bartku, życzę Wam aby muzyka dawała Wam ogromną radość!

Maciusiu, Kubusiu i Igorku, życzę Wam abyście mogli podróżować tam, gdzie zechcecie!

Dla Oresta życzenia radości i sukcesów w tenisie!
Dla Oli życzenia spokoju i zdrowia!
Dla Nataszy i Wojtusia życzenia słońca w każdy dzień!

Ewuniu, życzę Ci abyś mogła rozwijać swój talent, pamiętam Twoje piękne rysunki.
Paulinko, życzę Ci abyś ze swoją malutką siostrzyczką mogła jak najszybciej dogadywać się!
Piotrusiu, życzę Ci abyś swoje ćwiczenia judo traktował jak przygodę!
Milenko i Zuziu, życzę Wam dużo przestrzeni do malowania i jeszcze więcej miejsca na taniec!
Aniu,  życzę Ci abyś uwierzyła w swoje marzenia!
Zuziu i Stasiu, Wam życzę dużo zdrowia a Zuziu dodatkowo pięknych, różowych baletek!
Wiktorku i Szymku, życzę Wam abyście mogli wszystkie wakacje spędzać z rodzicami!
Leonku i Tymku, życzę Wam wspólnej wyprawy razem Tatą!

A Wam, moi byli uczniowie, życzę życia dobrego i spełnionego!





czwartek, 30 maja 2013

ZUS i niania


Aby zarejestrować nianię należy:

Zweryfikować swoją sytuację zawodową – oboje rodzice lub rodzic samotnie wychowujący dziecko, muszą być zatrudnieni na umowę o pracę lub świadczą usługi na podstawie umowy cywilnoprawnej stanowiącej tytuł do ubezpieczeń społecznych lub także gdy prowadzą pozarolniczą działalność.

Podpisać z nianią umowę / zasady umowy zlecenia/ . Umowa powinna określać: strony umowy/ Wy i niania/, cel umowy, określenie przedmiotu umowy / czyli, że niania sprawuje opiekę nad wymienionymi z imienia dziećmi/, dookreślenie szczegółów opieki /WARTO!/, czas i miejsce wykonywania usługi. Ponadto umowa powinna zawierać informacje na jaki czas została zawarta, jakie wynagrodzenie otrzyma niania, w jaki sposób dokonujemy zmian w umowie oraz jaki jest sposób rozwiązania umowy. Całość koniecznie w dwóch egzemplarzach.

Po siedmiu dniach zgłosić siebie jako płatnika składek- druk ZUS ZFA oraz nianię jako osobę ubezpieczaną – druk ZUS ZUA. Jeśli nie będzie w czasie trwania umowy zmian to są dokumenty wystarczające na cały czas trwania umowy.

Gdy minie pierwszy i kolejny miesiąc pracy niani trzeba:

Rozliczyć składki – za poprzedni miesiąc do 15 dnia każdego miesiąca należy złożyć druk ZUS DRA oraz ZUS RCA. W sytuacji gdy wynagrodzenie jest w wysokości płacy minimalnej to składki opłaca budżet państwa, gdy jest wyższe to za różnicę składki opłacają rodzice.
Podatek od tej umowy opłaca niania samodzielnie.

wtorek, 28 maja 2013

Na straganie

Nie ma to jak klasyka. Na przykład: Jan Brzechwa. Na straganie. Ja korzystam ze starego wydania z ilustracjami Szancera:
Dla młodych niań i dla śmiechu znalazłam INTERPRETACJE wiersza. Jest naprawdę super!

Dla większości z nas tekst ten jest kojarzony z okresem przedszkolnym - wielu z nas brało udział w mini przedstawieniu i do dzisiaj pamięta swoją kreację brukselki czy kapusty!

Często korzystam z wierszy Brzechwy - gdyż znam je na pamięć. Pozwala mi to na recytowanie w różnych sytuacjach.
Z pięciomiesięcznym maluszkiem bawiłam się w recytowanie wiersza przed lustrem, robiąc "miny". Dziecko jest zaciekawione a zabawa jest okazją do stymulacji wzrokowej. Także śpiewałam, wymyślając różne melodie i zmieniając artykulacje czy dynamikę.
Ze starszymi bawiliśmy się w recytowanie połączone z klaskaniem. Dalej, oglądaliśmy książeczki z obrazkami, sama rysowałam warzywa i nazywałam je. Rysunki zasłaniałam i odsłaniałam, bawiąc się w "nie ma!, jest!". Słuchaliśmy nagrania wiersza - ja najbardziej lubię wersję Piotra Fronczewskiego. Z dziećmi, które karmiłam  metodą BLW /patrz BLW/, korzystaliśmy z wiersza gdy wprowadzane były nowe warzywa. Itd.,itd. Aż do wielkiego finału czyli przedstawienia.

Kombinacji może być tyle na ile pozwala wam kreatywność. To jest oczywiście przykład - można pracować  z każdym innym tekstem. Życzę Wam abyście polubiły zabawy z wierszami. Warto!

niedziela, 26 maja 2013

Razem w kinie

Tak, kino to wspaniała rozrywka. Duży ekran, często dobre nagłośnienie. Można obejrzeć film w towarzystwie dużej ilości widzów. Jesteśmy stadni, więc lubimy czasami robić to co robią inni, jednocześnie. Dla dzieci jest to okazja być razem z rodzicami. Sama frajda.

 Jeszcze dziś pamiętam filmy, które obejrzałam razem z rodziną. Tylko to już historia kina, aż wstyd przytaczać daty. „Historia żółtej ciżemki” z młodziutkim Markiem Konradem to był nasz rodzinny hit, a „Krzyżaków” pamiętam najbardziej z przykrego zdarzenia – siostra nam zemdlała, gdy zobaczyła sugestywną scenę wypalania oczu Jurandowi. Tak, tak. Można było się bać.

Każdy z nas lubi się bać „bezpiecznie” – horror najlepiej w domu, na kanapie a dzieci oglądają „straszne” bajki przytulone do mamy lub co najmniej ulubionego misia. Bajki są, między innymi, okazją do odczarowania naszych lęków. Nie tylko w bajce zwycięża Dobro a zło jest przykładnie ukarane. Gdy dziecko spotyka bajkową postać, która jest przerażająca, odrażająca i wstrętna to ma szansę bezpiecznego „dotknięcia” zła, które może spotkać w życiu codziennym. Wtedy łatwiej pokona lęk przed „kimś”, kto czai się w szafie, przed chwilami samotności w pokoju lub nie ulubioną ciocią.

W prezentowaniu bajek przoduje wszechobecna telewizja i w tej materii trwa długa acz bezproduktywna dyskusja. Bezproduktywna, gdyż jest tak naprawdę jednostronną. Wypowiadają się rodzice a często zdegustowani i przerażeni dziadkowie. Głos brzmi unisono: za dużo agresji w bajkach, filmach – szczególnie animowanych. 

Moje pokolenie wychowane na przesłodzonych dobranockach czy programach typu „Teleranek”, „Pora na Telesfora” ogląda dzisiejsze filmy dla dzieci z efektem ryby – usta otwarte w oniemieniu i zadziwieniu. No cóż, świat przyspieszył i stał się poprzez media także bardziej trywialny. Nie, nie winię mediów, lecz ta trywialność jest poprzez nie bardziej obecna w naszych rodzinach, domach. Są obecne i tanie a dzisiaj to niestety przeważa przy decyzjach współczesnych rodziców. Łatwiej włączyć telewizor niż kupić wartościową książkę z bajkami. Jeśli stać nas na kino to mamy wiele wartości w jednym. Idziemy razem z dzieckiem, jesteśmy razem – to najważniejsze. Razem też odbieramy przekaz filmowy i … możemy pomóc dziecku zrozumieć to co płynie z ekranu.

Chcę  zwrócić uwagę, że od rodziców wymaga się odpowiedzialności. Kochani rodzice – ufajcie najpierw sobie. Sprawdźcie jaką serwujecie swojemu dziecku przyjemność. Warto aby na forach dla rodziców wypowiadać się o  przypadkach filmów zawierających przemoc. Musicie mieć ograniczone zaufanie do organizatorów czasu wolnego waszych pociech. To, że burzymy się czasami na wskazania polskiej telewizji co do granic wiekowych, od których zalecają oglądanie pewnych programów, jest naszym prawem. 

Dziecko ma prawo oglądać filmy W OBECNOŚCI osób DOROSŁYCH. Prawo to dla nas jest obowiązkiem. A gdy ma wasze wsparcie, czuje się bezpieczne i może zadać pytanie, przytulić się lub schować głowę za wasze plecy. 

Proponuje recenzować filmy dla dzieci i wspólne wizyty w kinie. Absolutnie niezbędne jest znać filmy, które obejrzy wasze dziecko z panią przedszkolanką! i z panią ze szkoły czy panią katechetką!

Nie piszę o konkretnym filmie! Piszę o idei świadomego wyboru!                   


czwartek, 23 maja 2013

Clara non sunt interpretanda



 co znaczy - jasne teksty nie podlegają (nie wymagają) wykładni.


Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej odpowiada na pytania, między innymi:


"Kto i na jakich zasadach może zatrudnić nianię? W jaki sposób państwo pomaga w takim zatrudnieniu?

Niania jest formą opieki indywidualnej nad dziećmi w wieku od ukończenia 20 tygodnia życia do ukończenia roku szkolnego, w którym dziecko ukończy 3 rok życia, sprawowaną przez osobę zatrudnioną w tym celu przez rodziców dziecka na podstawie umowy uaktywniającej. 

Niania zatrudniania jest na podstawie umowy o świadczenie usług, do której zgodnie z przepisami Kodeksu cywilnego stosuje się przepisy dotyczące zlecenia (art. 50 ustawy z 4 lutego 2011 r. o opiece nad dziećmi w wieku do lat 3). Umowa ta zawierana jest w formie pisemnej między nianią a rodzicami albo rodzicem samotnie wychowującym dziecko.

Zachętą dla legalizacji zatrudnienia niań jest możliwość opłacania za nianię, z którą zawarto umowę uaktywniającą, składek na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne od podstawy stanowiącej kwotę nie wyższą niż wysokość minimalnego wynagrodzenia za pracę ustalonego zgodnie z przepisami o minimalnym wynagrodzeniu za pracę, przez ZUS, z budżetu państwa. 

Warunkiem skorzystania z tego świadczenia jest praca zawodowa obojga rodziców dziecka (lub rodzica, w przypadku osoby samotnie wychowującej dziecko) oraz sprawowanie opieki nad dzieckiem w wieku do lat 3 (wyjątkowo – w przypadkach wskazanych w ustawie, do 4 lat).

Projekt ustawy o zmianie ustawy o  opiece nad dziećmi w wieku do lat 3 umożliwia zatrudnienie niani, za którą opłacane są składki na ubezpieczenia społeczne i ubezpieczenie zdrowotne ze środków budżetu państwa, przez osoby prowadzące działalność rolniczą."

Bez komentarza i do przemyślenia!

wtorek, 21 maja 2013

Oby słoń na ucho nie nadepnął!

Miłe nianie!
                                                                                      śpiewając
Nie chcę Was przerażać ale konieczny jest egzamin. Tak, tak. Egzamin ze śpiewu, z emisji głosu i z dykcji.

Mam też dobrą wiadomość - egzaminator i abiturient to ta sama osoba! Musicie po prostu zdać egzamin ze śpiewu przed sobą! Potem będzie już tylko...trudniej.

Zacznijmy od dykcji. Mówi się o poprawnej dykcji / masło maślane - dykcja to poprawne wymawianie słów /, mówi się, że ktoś ma soczystą dykcję - gdy pluje na swego rozmówcę / zgroza!/ albo w ogóle się  nie mówi.

Uwaga! To jest sygnał dla naukowców, pediatrów, nauczycieli a w szczególności logopedów. Młodzi ludzie teraz mówią szybko, niewyraźnie, sądząc chyba, że zatuszują w ten sposób swoje błędy językowe. Zaginął gdzieś w pogoni za nie wiadomo czym - AKCENT - najszybciej można powiedzieć, że przypada na przedostatnią sylabę słowa / ale istnieją wyjątki /, to co słychać wokół nas, nie ma nic wspólnego z normą. To jest zresztą olbrzymi, osobny temat. Spróbujcie porozmawiać przez telefon - nie usłyszysz, nie zrozumiesz!
Nie wspomnę o słowach bardzo potocznych, jak "spoko" / do tego słowa najbardziej przywykło moje ucho!/ i tym podobnych: nara, c'nie? lub zapytanie: "kaczysz?" co według słownika slangu miejskiego oznacza to samo co: "fikasz?" To jest dygresja, na którą sobie pozwalam ale już, cicho, sza serce...

Ależ oczywiście! My, nie! Nie mówimy tak, jesteśmy nianiami przygotowanymi do pracy, profesjonalistki / całą gębą/! Mówimy poprawną polszczyzną, z dykcją i w ogóle och i ach, ale..., błagam,  nie zdrabniajmy wszystkiego. Hurtem jak leci, NIE! Same tego nie wytrzymacie:"... a dzidziuś zrobił taką śliczną kupeńkę... i teraz zmienimy pieluszeczkę, i pupeńka będzie śliczniuteńka, cacy, cacy pupka..." - nikt tego nie zdzierży! Przepraszam to też dygresja. I taka trochę do śmiechu! Wężykiem, wężykiem!

Emisja głosu - prawidłowa daje nam szansę być wysłuchanym, zrozumianym i zauważonym! Zachęcam Was do odwiedzenia najsensowniejszego blogu o emisji głosu, jaki znam. Od kilku lat przyglądam się i czytam a co ważne także korzystam z porad i ćwiczeń.

Na koniec słów kilka o śpiewie. Nie wierzcie nikomu, że nie umiecie śpiewać. Mruczenie, nucenie, gwizdanie, podśpiewywanie aż w końcu śpiew całą gębą to jest nasza naturalna umiejętność. Niezbędna do: wyrażenia emocji, zrytmizowania wykonywanej czynności, itd. Jest także niezłą mnemotechniką. I wspaniałym ćwiczeniem MOWY. Zacytuję za Wikipedią pewien wierszyk:
  "Kto chce śpiewać prawidłowo, niech wymawia każde słowo, między językiem a zębami, wyraźnymi sylabami. Niechaj gardła nie forsuje, a głos w ustach konserwuje. Niech udaje, że wciąż ziewa, a ustami mówi...śpiewa!"

No i co z tym egzaminem? Jest niezbędny? Jak chcecie śpiewać przed najwspanialszą publicznością świata? przed dziećmi?

niedziela, 19 maja 2013

Dobra mama?

Po raz pierwszy w moje ręce trafiła czasopismo - godna nazwa. Jest to dwumiesięcznik. Ten numer /20/ jest na maj i czerwiec. Zaciekawił mnie, gdyż ma podtytuł: "...magazyn inspirowany dzieckiem." I co zainspirował dziecko?
Jest to magazyn "Dobra Mama", wydawany przez wydawnictwo Dobry Dom z siedzibą w Rzeszowie.
Grafika typowa dla kolorowych magazynów. Na okładce nieznana mi artystka. Papier błyszczący. I za 4,90 zł mamy 84 strony samych ciekawostek.

Okładka zachęca nas do czytania artykułów o wcześniakach, o anemii w ciąży, o tacie zazdrosnym, o byciu mamą na etacie oraz / dla mnie bardzo intrygujący temat / o uczeniu porządku dziecka.

Bardzo ważna informacja o ekspertach: duża rozpiętość tytułów naukowych oraz zawodów - osób niezbędnych do przejścia przez meandry rodzicielstwa. Zresztą okazało się, że na stronie czasopisma jest przywołanych więcej ekspertów, co mnie jeszcze bardziej ucieszyło.

To by było na tyle z cieszenia się!
Teksty, którymi próbowałam się raczyć były zaledwie poprawne - na wyróżnienie zasługują dwa o wcześniakach. Natomiast część dotycząca mam pracujących to prawdziwy słowotok z różowego lukru. Perełką jest cytat" ... osiemnastowieczne kobiety, które chciały pisać, robiły to nocami. ...a my jesteśmy w lepszej sytuacji: mamy półprodukty, przedszkola...'' I tak dalej, dalej.

W czasopiśmie pojawiają się artykuły, które są jakby reklamą ale nie ma informacji, że są sponsorowane. A co ja mam myśleć, że to jest rzetelna informacja, gdy przywołane są przedmioty, które producent lub dystrybutor reklamuje na tej samej stronie!

O co chodzi? O proporcje!
Jedenaście artykułów, z których część  według mnie jest sponsorowana przez reklamodawców. Osiem informacji o produktach. Reklam jest trzydzieści dziewięć. Statystycznie na 1 artykuł / merytoryczny / przypada 3, 54 reklamy. Czy to jest dużo? Czy proporcje są właściwe dla przewodnika, który "... ma charakter wyłącznie informacyjnoedukacyjny.../ pisownia czasopisma/.

Odnoszę wrażenie, że nie ma Dobrej Mamy tylko jest wywołana do tablicy Mama Gadżet.Gdzieś między "pierwszą flaszką", bielizną dla ciężarnej,kosmetykami i wózkami, meblami i zabawkami z bijącym sercem,  można łyknąć odrobinę edukacji. Mało! a gadżetów ho!ho!
Jest pewna wartość - wymieniane są organizacje pozarządowe ale przepraszam, z fiskusem już się każdy z nas rozliczył. Są także podane adresy szkół rodzenia. Jednak w internecie jest ich więcej. A może się "czepiam"? Hm...

Mnie zainteresował najbardziej tekst o niesprzątaniu za dziecko. Autorka, Karolina Wojtaś, pisze o rytuałach sprzątania. Także o ułatwieniach w sprzątaniu poprzez segregowanie przedmiotów / różnokolorowe pojemniki / oraz o konsekwencji w postępowaniu. Trochę mało i pobieżnie ale z moich doświadczeń wynika, że rodzice często nie posiadają tej minimalnej wiedzy.
A propos! Dlaczego od sprzątania jest znowu tylko mama?

I to by było na tyle... Chyba, raczej na pewno, nie kupię następnego numeru.

czwartek, 16 maja 2013

Czego oczekujemy od niani?

Odpowiedź na to pytanie wyda się Wam dziwna. Czego oczekujemy? oczekujemy więcej!

To jest prosty mechanizm - ja przygotowuję obiad dla maluszka, odkręcając słoiczek, w zamian zaplanujmy aby niania podczas swojej pracy ugotowała jarzynkę, zmiksuje, doda mięsko - osobno gotowane a do tego zupka na przykład pomidorowa z lanymi kluseczkami. A dla nas  - kotleciki!

My nie codziennie kapiemy dziecko ale dla niani przygotowane są zalecenia - myje ręce z maluszkiem przed śniadaniem, po śniadaniu, po powrocie ze spaceru, przed spaniem i kiedy jeszcze nam przyjdzie do głowy.

Podczas weekendu telewizor jest włączony non stop - przecież należy się nam chwila oddechu - albo od dzieci albo oddechu w ogóle. W tygodniu dziecko nie ogląda telewizji tylko twórczo się rozwija , bawiąc się non stop z nianią.

W weekend pampers obija się o kolana naszej pociechy, napęczniały od siuśków i tylko przechodząc mimo węchem sprawdzamy czy to już czas na zmianę. A w tygodniu? Konkretne wytyczne, kiedy zmiana i kiedy mycie pupy oraz smarowanie specjalnym preparatem! I naprawdę nie wiemy jak mogły powstać te odparzenia?!

Dziecko nasze ma być karmione zdrowo a my po pracy zjemy coś zamówionego i przywiezionego, mniam.

Osobna sprawa to spacery - co najmniej trzy razy dziennie dziecko na świeżym powietrzu - z nianią - bo z nami w weekend wspólne zakupy i do domciu!

Niania powinna pamiętać o wszystkich lekach, paralekach / zaordynowane przez mamusię / i witaminkach, gdy katarek, to sól fizjologiczna, odsysanie smarków, maść majerankowa, itp... Nam może się zdarzyć, że zapomnimy, ominiemy termin podania witamin, no, trudno...

Przypomnijmy niani, że zależy nam aby dziecko uczyło się utrzymywania porządku - zabawki zawsze sprzątnąć po skończonej zabawie i przed spacerem. A my w niedzielę zostawiamy wszystko na dywanie bo i tak niania sprzątnie w poniedziałek rano!

No i te czarodziejskie słowa - niech się uczy dziecię - od niani - my rzadko używamy zwrotów grzecznościowych - nie ma na to czasu!!!!



Oczywiście, drodzy Rodzice, to są żarty i to nie z Was, ale z sytuacji, które mogłyby mieć miejsce. Mogłyby ale nie mają miejsca, prawda?

Czego oczekujemy od niani - zastąpi nas podczas naszej nieobecności i zapewni jak najlepsze warunki naszemu dziecku! prawda?




wtorek, 14 maja 2013

W garnuszku dwa jajka, skończona bajka.

Chciałabym kontynuować temat bajki i zanalizować możliwości, jakie daje włączenie jej w czas opieki nad dziećmi.

Bajka jako utwór literacki ma morał, bohatera. Ta narracyjna jest najczęściej krótka a jej fabuła bywa łatwa do przyswojenia przez dziecko. Prawie każda bajka kończy się szczęśliwie a jeżeli nie, to nasz podopieczny i tak wymusi na niani happy end. Bajka bardzo korzystnie wpływa na rozwój dziecka a czas na jej słuchanie to chwila oddechu po szaleństwach zabawy lub chwila na wyciszenie przed snem. Obserwowanie reakcji dziecka na przygody bohatera bajki daje nam wiedzę o emocjach i wartościach znanych już wcześniej a treść bajki daje mu szansę na poznanie nowych.

Dziecko poznając przygody bohatera bajki utożsamia się z nim. Chociaż poznaje świat bajek to jednak poznaje dzięki temu swój świat. Bajka tłumaczy czym jest dobro i zło, tłumaczy konsekwencje, uczy abstrakcyjnych pojęć.

Dlaczego więc rodzice unikają opowiadania bajek? Może sami nie mają dobrych wzorców? może dla nich język bajki jest czymś niezrozumiałym? Gdy dorośli mają kontakt z językiem swojego świata, ich historie to rzeczywistość siermiężna i trudna to jak mają "czuć" bajkę? Oczywiście nie chcę generalizować ale...

Niania ma więc pole do popisu. Wyciągajmy z pamięci, z zakurzonych półek lub sięgajmy po nowości. Opowiadajmy, czytajmy, inscenizujmy. Bajka to potęga - gdy damy dziecku szansę na spotkanie z nią!

Jednak proszę bardzo. Bardzo!
Korzystajcie z wzorów, wzorców, które są dobre! sprawdzone! ekscytujące! smakowite językowo!
I nie bójcie się, że dziecko przerazi się wilkiem zjadającym babcię i Czerwonego Kapturka! Tak nie będzie!
Złe w skutkach jest samotne oglądanie kolejnego filmu animowanego w telewizji, dobry jest kontakt dziecka z żywym człowiekiem opowiadającym/czytającym. A już dobra intonacja, miny i gestykulacja - to sam miód.  To dajecie dziecku waszą bajką. Bezcenne.

niedziela, 12 maja 2013

O pieluszce czas zacząć...

Nasza fizjologia jest ściśle związana z przyjmowaniem / powietrza, pokarmu i płynów / oraz wydalaniem. O przyjmowaniu już trochę pisałam więc dla odmiany o wydalaniu. A bardziej o skutkach. 

Po prostu o siusianiu i "kupkaniu". 

Na początku większość z tych procesów "dzieje się" automatycznie. Aby dziecko mogło w jakikolwiek sposób kontrolować wypróżnianie muszą spotkać się w czasie co najmniej trzy stany: powiększenie pęcherza moczowego, usprawnienie zwieraczy i / jako proces ciągły / - dojrzewanie układu nerwowego. 

Jednak na początku była...pielucha.

Z tetry - w taką pieluszkowałam swoją córcię, lub z flanelki. Teraz nie znam żadnej rodziny, w której używa się pieluch wielokrotnego użytku. I tak biegają dzieci w "pampersach" a rodzice / często też nianie / z przerażeniem odkrywają, że nocnik kojarzy im się z traumą. 

Nadal nie wymyślono pieluszek jednorazowych ekologicznych - materiały użyte do ich produkcji rozkładają się w środowisku najmniej ponad 300 lat!

A mogłoby być zdrowiej dla nas wszystkich! Dlatego polecam do rozważenia: zmień pieluchę swojego dziecka! Na tę wielokrotnego użytku!

Zapraszam także do pieluszkomanii!

czwartek, 9 maja 2013

Zatrudnić nianię - cd...

Drodzy rodzice, na użytek naszych rozważań zacytuję opis zawodu -opiekunka dziecięca. Proszę nie mylić z informacjami o powyższym zawodzie pod kodem 325905 w klasyfikacji zawodów i specjalności z portalu o zawodach regulowanych.


"Zawód opiekunka dziecięca, opiekunka do dziecka


Opiekunka dziecięca zajmuje się sprawowaniem fachowej opieki nad małymi dziećmi (najczęściej są to niemowlęta i dzieci do 3-4 roku życia). Zadaniem opiekunki jest przede wszystkim pilnowanie bezpieczeństwa dziecka oraz dbanie o jego potrzeby podczas nieobecności rodziców. Opiekunka wykonuje codzienne czynności związane z pielęgnacją dziecka, odpowiada za jego higienę, kąpiele, mycie, przewijanie, przebieranie, czesanie, pielęgnację środkami kosmetycznymi. Odpowiada również za prawidłowe odżywianie dziecka, podawanie leków jeśli zachodzi taka konieczność, wykonywanie zabiegów rehabilitacyjnych w zastępstwie rodziców. 

Do zadań opiekunki należy także zorganizowanie dziecku czasu wolnego poprzez różne zabawy, gry, chodzenie na spacery. Najczęściej od opiekunki oczekuje się takiego doboru zabaw czy zajęć ruchowych, które będą rozwijać zdolności psychomotoryczne dziecka i wpłyną na jego prawidłowy rozwój. 

Zawód opiekunki dziecięcej

 jest zajęciem dla osób, które lubią dzieci i mają z nimi dobry kontakt. Od opiekunki oczekuje się przede wszystkim odpowiedzialności, spokoju, opanowania, łagodności, ale równocześnie pewnego zdecydowania, potrzebnego do zapanowania nad dziećmi oraz cierpliwości. Ważna jest również umiejętność szybkiego nawiązania kontaktu z dzieckiem i podtrzymywania go, tak aby dziecko było zajęte przez dłuższy czas. Istotna jest również kreatywność, potrzebna przy organizacji czasu wolnego oraz podzielna uwaga. ..."

Bardzo  podobne informacje można otrzymać na stronach szkół policealnych lub pomaturalnych, np. http://www.apedukacja.pl/opiekunka_dziecieca,823.html

To jest dobry początek do rozważań: czego oczekujemy od niani naszego dziecka.


wtorek, 7 maja 2013

Dawno, dawno temu...

O roli bajek i to tych opowiadanych osobiście dziecku w literaturze fachowej jest bardzo dużo i bardzo mądrze.

Znałam kiedyś chłopca, który nie chciał słuchać bajek. Okazało się, że jego mama też w dzieciństwie nie miała szansy na bajki /?/. Gdy spotkaliśmy się z moim podopiecznym w wieku ośmiu lat, miał on bardzo duże problemy z przeczytaniem każdej lektury. Nie rozumiał świata bajek! To smutne.

Nie chcecie bajki? Oto bajka:


   Babtajl szedł już dosyć długo. Szedł podskakując. Nie wiedział dlaczego, ale zawsze podskakiwał. Czasem to przeszkadzało, na przykład, gdy jadł herbatniki albo chciał się napić kakao. Wtedy przerywał swoje wędrowanie i siadał.

A teraz też miał ochotę na kakao.

Usiadł na szczycie góry i wyciągnął z kieszeni kamizelki kubek gorącego kakao. Mniam! Pycha!

Znowu zastanowił się skąd w kieszeni znajduje się to, czego potrzebuje i znowu nie znalazł odpowiedzi. Ciekawe!?

Rozejrzał się po okolicy, którą wędrował. Było pusto i szaro. I dziwnie cicho. Nie szumiały drzewa, nie śpiewały ptaki. Chyba tutaj nic się nie dzieje. Nudno.

Babtajl pamiętał, że miejsce, którego szuka jest wesołe, kolorowe i dużo tam się dzieje. Opowiadał o tej krainie Dziadek. SanHana zamieszkiwały radosne i przyjazne zwierzęta. W SanHana można znaleźć rodzinę. Babtajl szukał rodziny dla siebie. Dlatego tak długo szedł i szedł.

To miejsce, gdzie popijał swoje kakao nie było krainą SanHana. Trudno. Schował kubek i już miał zamiar ruszyć dalej, gdy spostrzegł, że nie ma prawego buta. Ojej! Babtajl roześmiał się, bo wyglądało to śmiesznie. Jego śmiech odbił się echem od szarego lasu i wrócił na szczyt góry. Nagle Babtajlowi wydało się, że słyszy inny śmiech. Te dźwięki dochodziły z góry. Spojrzał i zobaczył szarego ptaszka.
-, Dlaczego się śmiejesz?
-, Bo ty się śmiejesz! Dzień dobry!
- Dzień dobry! Co tutaj robisz?
- Mieszkam tutaj, w lesie!
- Sam?
- Nie, jest nas dużo.
-, Ale ja nikogo nie widzę!
- W naszej krainie wszyscy są koloru szarego, drzewa są szare i domy. Dlatego trudno nas zauważyć. Ty jesteś kolorowy, od razu cię zobaczyłem. Dawno nie słyszałem jak ktoś się śmieje. Teraz mi też chce się śmiać.-

Gdy ptaszek śmiał się i tak miło z nim rozmawiał to jego pióra stawały się coraz bardziej widoczne, stawały się kolorowe! Babtajl nie wiedział czy o tym powiedzieć!? Wydało mu się to bardzo śmieszne, więc roześmiał się głośniej. Jego śmiech poleciał jeszcze dalej i obydwaj zobaczyli inne zwierzęta, które śmiały się razem z nimi i… stawały się kolorowe. To było zdumiewające. Im bardziej się śmiali tym bardziej widoczni byli mieszkańcy tej krainy.

Była tam żaba, lis, szczurek, dużo biedronek i motyli. Z lasu wychodziły jeszcze następne zwierzęta. Wszyscy śmiali się, podziwiali swój wygląd i podchodzili do Babtajla, kłaniając się mu i dziękując.
-, Za co oni mi dziękują? Zapytał ptaszka, który był teraz najpiękniejszym ptakiem, jakiego widział w życiu.
- Ty chyba nas odczarowałeś!  Bardzo dawno temu przelatywał nad naszą krainą czarodziej. Nie podobało mu się, że jesteśmy szczęśliwi. Rzucił na nas czar i staliśmy się szarzy i smutni… Czarodziej odleciał i nikt nie wiedział jak go odszukać. Nie wiedzieliśmy jak zmienić czary. Nasza kraina bardzo się zmieniła a najgorsze było to, że zniknęły Trzy Kwiaty
-, Co to za kwiaty?
- Nasza kraina nazywa się SanHana, co znaczy Trzy Kwiaty. Rosły one zawsze i były dla nas bardzo ważne. Przy pierwszym każdy z mieszkańców ufał wszystkim, przy drugim każdy kto miał kłopoty odzyskiwał wiarę w siebie a trzeci kwiat sprawiał, że zwierzęta zakochiwały się!
- To jest kraina SanHana?! Nareszcie!
- Tak. Dlaczego się pytasz?

Tutaj Babtajl opowiedział swoja historię, że szuka tego miejsca. Opowiedział mu o krainie SanHana dziadek, który bardzo dawno mieszkał tutaj i wspominał spędzone chwile jako najpiękniejsze. Mieszkańcy byli zawsze uśmiechnięci i bardzo mili dla siebie. Gdy zdarzyło się coś trudnego lub nieprzyjemnego to pomagali sobie nawzajem. I teraz Babtajl znalazł swoja wymarzona krainę…zastanowił się nad jednym – gdyby nie zgubiony but nie roześmiał by się i nie odczarował mieszkańców i całej krainy. Jak to dobrze się śmiać.

Wokół panował miły rozgardiasz – wszystkie zwierzęta witały się miedzy sobą – widziały się nawzajem i były bardzo rozradowane. Starsze kłaniały się sobie, podawały łapki, całowały w pyszczki. Maluch podskakiwały z uciechy – wreszcie będą miały z kim się bawić – zebrała się ich duża gromada…


Jak widać, moja bajka jest niedokończona – tyle wytrzymał „chłopiec, który nie chciał słuchać bajek”. Ponieważ wymyśliłam ją dla niego, zostawiłam niedokończoną.

Bohater to japoński kot. Bajka jak bajka! Każda niania wymyśla swoje bajki. Lub korzysta z gotowych wzorów. Bez bajek nie ma dzieciństwa. Wierzcie mi!







niedziela, 5 maja 2013

Ni z gruszki, ni z pietruszki?

Może to się wydać dziwne ale chcę napisać kilka słów o osobach, które najprawdopodobniej nigdy nie skorzystają z opcji "zatrudnię nianię". Powód, który mnie skłonił do zrecenzowania tego blogu jest bardzo prozaiczny. Czytam blog macierzyństwo bez lukru i nie potrafię lub nie chcę wyłączyć myślenia... o byciu rodzicem.

Nie, nie sądzę, że to będzie recenzja. To raczej błysk lampy aparatu fotograficznego. Oświetli to co ja widzę!
Wy moi drodzy czytelnicy, zobaczcie sami, zapraszam...

Blog powstał w 11 stycznia 2011 roku, najprawdopodobniej jako odpowiedź na apel rodziców małego Mikołaja. Jego autorkami są blogerki piszące już w sieci lecz śmiem przypuszczać, że inicjatorką jest Chuda. Blog jest współtworzony przez blogujące matki / dlaczego nie ma ojców?! /. To projekt akcji charytatywnej z ogromnym potencjałem społecznym i edukacyjnym. Zbiór tekstów, które zostały nieodpłatnie udostępnione przez blogerki, ma wersję drukowaną i formę e-booka. I działa! Widać to na przykład w raporcie finansowym.

Cytuję za blogiem

czwartek, 9 lutego 2012

Macierzyństwo bez lukru

„Macierzyństwo bez lukru” to akcja charytatywna matek-blogerek, która zaistniała w styczniu 2011. Najpierw wydałyśmy e-book, zbiór tekstów o macierzyństwie, który jest dostępny w formacie pdf, mobi i epub. E-booki można kupić w Oficynie Wydawniczej RW2010. W grudniu 2011 antologia ukazała się drukiem jako dodatek specjalny do pisma „Czas Kultury”, do numeru poświęconego [Anty]macierzyństwu. W październiku 2012 ukazał się e-book "Macierzyństwo bez lukru 2", dostępny w RW2010 i Legimi orazpakiet, część 1 i 2 razem.

Głównym celem powstania antologii jest pomoc dla urodzonego w 2010 r. Mikołajka, chorującego na rdzeniowy zanik mięśni (SMA I). Cały dochód ze sprzedaży e-booków i część dochodu ze sprzedaży drukowanej wersji trafia na konto chłopczyka w Fundacji Dzieciom „Zdążyć z pomocą”.

Przy okazji niesienia pomocy Mikołajkowi nasz zbiór stał się ważnym głosem w dyskusji o współczesnym macierzyństwie, o jego ciemniejszych stronach, które nie nadają się na okładki czasopism, nie są popularne i nie przystają do obrazu czułej, dobrej, nieskończenie cierpliwej archetypicznej Matki. Nijak też się mają do pięknych zdjęć zadbanych, promieniejących celebrytek, które są fotografowane w kolorowych pismach ze ślicznymi, uśmiechniętymi dziećmi, a przeciętna Kowalska patrzy na to wzrokiem półprzytomnym i z kołtunem na głowie, bo dziecię nie spało pół nocy i teraz nie może dojść do siebie i próbuje umyć zęby kremem do stóp.

Kobiety, które mają dzieci w Polsce w XXI wieku nie chcą być ani Matkami Polkami, ani Superwomen, nie chcą stać na pomniku (bo co to za przyjemność być zanieczyszczaną przez ptactwo), chcą... No właśnie, czego chcą matki? Jaka jest ich codzienność, dylematy, udręki? Nasze mamy prały w płatkach mydlanych i prasowały dziesiątki pieluch dziennie. Wiek XXI dał nam pampersy, ale odebrał rodziny wielopokoleniowe. Jak to jest być matką dziś, w drugiej dekadzie XXI wieku? Czy możemy liczyć na wsparcie, czy jesteśmy pozostawione same sobie?
..."
To jest LEKTURA!, także dla niań.


piątek, 3 maja 2013

Genialnie o atopowym zapaleniu skóry

Porządkując komputer znalazłam przechowywany od dawna link. Tak chciałoby się rozmawiać z lekarzem - pediatrą!

Wykład dr Ireny Kagan - Grzesiak to według mnie obowiązkowa wiedza! Serdecznie polecam!



czwartek, 2 maja 2013

Naprawdę chcecie zatrudnić nianię? Cd.

Szanowni rodzice - dojrzeliście już do decyzji o zatrudnieniu niani?

Jeżeli tak, to zapraszam do wspólnego zanalizowania Waszych oczekiwań:


  • Wasza sytuacja zawodowa jest najważniejszą dla pierwszych ustaleń. Problemem jest praca dla korporacji - wyciska pracownika jak cytrynę i oczekuje czasu pracy ponad normę. Właściwie można stwierdzić, że normą jest naście godzin pracy dziennie. Jeżeli oboje tyle pracujecie to szukacie zastępstwa w rodzicielstwie!?  To będzie trudna sprawa - dziecko Was potrzebuje, Wy macie wyrzuty sumienia a niania staje się najbardziej znaną osobą Waszej pociechy. Jeżeli pracujecie dla budżetu / urząd i tym podobne/ to godziny pracy są podporządkowane kodeksowi pracy ale zdarzają się nadgodziny, szkolenia oraz podróże służbowe. Wcale lepiej nie wygląda prowadzenie własnej działalności gospodarczej - tutaj nawet o urlop trudno! Dlaczego o tym piszę? Niania zastępuje Was podczas czasu pracy - musicie mieć pewność na ile godzin dziennie powinniście ją zatrudnić.
  • Dojazd do pracy - ile czasu zajmuje, z jakiego środka komunikacji korzystacie, czy trasa jaką pokonujecie to tor z przeszkodami /korki!!!!/ Czas dojazdu trzeba doliczyć do planowanych godzin pracy niani. Ogłoszenia, jakie czytam: " Potrzebna niania na kilka godzin..." pokazuję, że rodzice nie mają jeszcze planu na czas pracy niani. 
  • Jaka jest Wasza sytuacja w miejscu pracy? Czy macie szanse otrzymania "wolnego" gdy niania nagle zachoruje? I nie pytam o wymagania kodeksu pracy ale o realne możliwości. Jeżeli jest to trudne już teraz warto uzgodnić awaryjne wizyty na przykład dziadków.
Pytacie, gdzie tutaj są nasze oczekiwania? Są, są. Z takich danych wynika na ile godzin zatrudnicie nianię oraz jak powinna wyglądać jej dyspozycyjność.

  • Wiek dziecka, jego stan zdrowia to czynniki determinujące Wasz wybór. Ważne jest aby niania miała już doświadczenia w opiece nad dzieckiem o zbliżonym wieku. Nie zgadzajcie się, aby Wasze dziecko było "królikiem doświadczalnym". Jeżeli dziecko wymaga specjalnej diety - niania powinna być w tej kwestii doświadczona lub... to Wy ją do tego przygotujecie / zalecenia lekarza, menu, wykluczenia pokarmowe MUSZĄ być opisane.
  • Jeżeli niania ma sprawować opiekę w Waszym imieniu, powiedzcie sobie nawzajem / jeśli się tak dotychczas nie stało / jakie zasady są w Waszej rodzinie najważniejsze. Jest to wspaniała okazja do osiągnięcia porozumienia w sprawach wychowawczych. Macie pełne prawo oczekiwać, że niania uzna te zasady za swoje własne w czasie pracy - / każdy ma prawo do swojego zdania /.
Dla mnie to jest podstawa - dalej będzie już łatwiej, tak zwane szczegóły techniczne za tydzień!


wtorek, 30 kwietnia 2013

Cheklist

Obojętne jest czy będziesz nianią pracującą dorywczo czy też zwiążesz się z jedną rodziną na kilka lat. Taka lista kontrolna przyda się każdej z nas.

Każda z nas może, razem z dzieckiem, znaleźć się w sytuacji kryzysowej. Trzeba wtedy stanąć na wysokości zadania i nie ma czasu na paniczne bieganie, szukanie informacji.

Stwórz razem z rodzicami listę kontrolną, co zrobić, kogo informować w pierwszej kolejności i jakie dane są niezbędne.

To moja propozycja: 

  • numer alarmowy 112 umieść w swoim telefonie - ten numer połączy cię z dyspozytorem, który oczekuje od ciebie podstawowych informacji. On także decyduje kogo ze służb niosących pomoc poinformuje. Twoja rozmowa zostanie przekierowana we właściwe miejsce. 
  • Musisz znać nazwisko dzieci, pełne imiona i daty urodzenia oraz dokładny adres zamieszkania łącznie z drogą dojazdową, gdy jest skomplikowana
  • Musisz wiedzieć ile czasu mają rodzice na powrót do domu, to jest bardzo ważna informacja dla ciebie i ewentualnie dla lekarza
  • Powinnaś znać pełne imiona rodziców i numery telefon komórkowy 
  • Powinnaś wiedzieć czy dziecko jest uczulone na przykład na lek przeciwbólowy / to jest trudna sprawa - tak naprawdę lekarz może podać w twojej obecności środek farmakologiczny tylko w sytuacji ratującej życie /
  • Rodzice powinni wskazać zaufanych sąsiadów do których możesz zwrócić się o pomoc

  • Gdy zaistnieje sytuacja kryzysowa a zdrowie dziecka jest zagrożone powinnaś podjąć decyzje co do kolejności postępowania / powinno to być ustalone z rodzicami /. Bezpieczna dla dziecka jest następująca:
    1. Telefon pod numer 112 - po wezwaniu pomocy uzyskasz informacje jaki jest czas oczekiwania na karetkę pogotowia
    2. telefon do rodziców - poinformuj ich o wszystkim co ci wiadomo
    3. kontakt z zaprzyjaźnionymi sąsiadami .
    Gdy zaistnieje sytuacja kryzysowa a wasze bezpieczeństwo jest zagrożone powinnaś natychmiast dzwonić pod numer 112 i postępować zgodnie z instrukcjami. Na telefon do rodziców przyjdzie czas.

    Możliwe, iż osoby czytające przerażą się, na przykład odpowiedzialności lub będą sceptycznie się uśmiechać. 

    Przezorny zawsze ubezpieczony. Nikomu nie życzę aby ten tekst był sprawdzany w realu...
    Warto być przygotowanym!




    niedziela, 28 kwietnia 2013

    Przerost formy nad treścią? Guwernantka, guwerner

    Dawno, dawno temu żyła sobie piękna, mądra a wykształcona dziewczyna. Jej pochodzenie stawiało ją wśród wojewodów ale finanse wśród pariasów. Dziewczyna postanowiła więc zatrudnić się jako guwernantka... Przykładów literackich mamy sporo, nie czas na rzucanie perełek / chociaż bardzo lubię zajrzeć co słychać u Agnes Grey /...

    Guwerner lub guwernantka wg Wikipedii to zawód zaliczony do zawodów historycznych. Teraz wraca do nomenklatury /nazewnictwa/ zawodów oraz do kierunków nauczania.

    Czytamy więc o guwernantce z dyplomem, o nowej specjalizacji na polskich uczelniach / Poznań, Warszawa, Wrocław czy Kraków/. W mediach już ponad trzy lata ukazują się newsy o zarobkach tej grupy zawodowej. Sumy są interesujące i krzepiące. Na pewno guwerner zarobi na studia - średni  koszt to ponad 2 tysiące za semestr.

    Stop, stop! - jak zarobi na studia? - musi być przecież specjalistą, musi już znać co najmniej dwa języki obce, korzystać z prawa jazdy, być pedagogiem z wiedzą psychologiczną a najważniejsze to znać się na zasadach savoir-vivre aby zarabiać te kwoty! Bez studiów nie da rady!

    W podobnych sytuacjach przypomina mi się komentarz mojej śp. sąsiadki, pani Jadwigi. Ten wieloletni pedagog / chlubiła się tym, że przepracowała ponad 40 lat w jednej szkole!/ oceniając pracę początkujących  adeptów nauczycielstwa - "...jeden nauczyciel po liceum pedagogicznym zastąpi pięciu nauczycieli z tytułami magistra."

    Czy otwieranie nowego kierunku studiów otworzy szanse na otwieranie się furtki do ciekawej i intratnej pracy? To czas pokaże!

    Na pewno nie wystarcza dzisiaj głoszenie banału kocham dzieci więc pracuje jako guwernantka, nie potrzeba studiów aby zacząć od stwierdzenia / i wyznawanej wartości / - SZANUJĘ DZIECI i chcę z nimi pracować!

    Co do szacunku - gdy czytam na stronie firmy zatrudniającej guwernantki jako " zaufanego przewodnika młodego człowieka" tekst "żywcem" skopiowany z Wikipedii, bez informacji o źródle to sobie myślę - przed kopiującym guwernerem uchowaj mnie Boże...

    sobota, 27 kwietnia 2013

    Po za planem

    Po za planem, po za wymądrzaniem się, po za jojczeniem. Dla uśmiechu.

    Orzeł może

    Od 2 maja do 4 czerwca w kampanii społecznej radiowej Trójki i ''Gazety''rozprawimy się ze stereotypem Polaka pesymisty i ponuraka.

    W czwartek w ''Dużym Formacie'': Gdzie tu jest patriota. Jak widzę, że jakiś urzędnik wyciął mi w parku 300 drzew, to ja chcę tego parku razem z sąsiadami bronić jak ojczyzny - reportaż Grzegorza Szymanika.
    Za tydzień: W ''Magazynie Świątecznym'': Prof. Wiesław Łukaszewski: jak przekuć polskość na dobrą energię.
    W ''Wysokich Obcasach'': Polak mały o patriotyzmie. Mówi się, że Polacy marudzą, ale my, młode pokolenie, już nie. My jesteśmy inni. Mamy tylko jedno życie, nie ma co tracić ani chwili na smutek - reportaż Moniki Redzisz.

    Napisz do nas: listydogazety@gazeta.pl. Co łączy Polaków? Z czego jesteście dumni? Jak być patriotą?

    Więcej o kampanii dowiesz się, słuchając Trójki i czytając ''Gazetę''. Akcja pod patronatem prezydenta RP
    Jedno zdanie pana Englerta - o koleżeństwie! To treść nocnej rozmowy z ważną osobą dla mnie.

    czwartek, 25 kwietnia 2013

    Naprawdę chcecie zatrudnić nianię?

    Naprawdę chcecie?

    Nie macie babci, ukochanej teściowej? kuzynki, która jest na rencie lub bezrobociu?  dalekiej krewnej, która zamierza studiować i chętnie zajmie się waszymi pociechami?

    A może jesteście zaprzyjaźnieni z inna rodziną, gdzie mama wychowuje dziecko w wieku Waszego maleństwa i chętnie nawiąże współpracę.

    Wiem, wiem: kredyt na mieszkanie wzięty i bank nie poczeka aż odchowamy nasze dzieci. Żona nie tylko musi ale CHCE wrócić do pracy.

    A godziny Waszej pracy i godziny urzędowania przedszkola czy szkolnej świetlicy to są osie czasu, które nie zawsze są równoległe a pani przedszkolanka krzywo patrzy gdy kolejny raz spóźniacie się rano lub po południu.

    Scenariuszy dla młodych rodziców jest nieskończona ilość. Właściwie, co rodzina to kolejny węzeł do rozwiązania: potrzebna jest nam niania!

    I co teraz, casting? rekrutacja? a może szukać wśród znajomych lub w internecie! Włos się jeży na głowie!

    Bez dyskusji i narady rodzinnej nie da rady!

    Pomyślcie proszę, kogo wpuścicie do swojej prywatności? kto będzie przez większą część doby zastępował Was wobec dzieci? ile możecie wydzielić ze swojego rodzinnego budżetu?  - pytań wiele a odpowiedzi nie zawsze są łatwe.

    Moi mili - zatrudnienie niani to poważna sprawa. Pomogę chociaż trochę ten proces uporządkować. CDN


    wtorek, 23 kwietnia 2013

    Zanim rozpoczniesz pracować jako niania

    Może to odczytacie jako banały, frazesy lub wręcz bzdury. Trudno. Doświadczenie i znajomość życia podpowiadają mi pytania, na które przyszła niania powinna sobie odpowiedzieć, zanim podejmie decyzję - zostanę nianią, będę zarabiać "nianiowaniem"!


    • czy jestem osobą otwartą na świat i ludzi?
    • czy mam świadomość, że dziecko to człowiek i tak jak każdej żywej istocie, należy mu się szacunek?
    • czy mam w sobie siłę, aby rozwijać się w swojej pracy zawodowej?
    • czy mam pokorę, aby zrozumieć oczekiwania moich przyszłych pracodawców?

    • jak dużo mogę z siebie dać a ile siebie chcę zostawić - tylko dla mnie?
    • jak zapanuję nad emocjami, gdy będę miała zły dzień?
    • jak zachowam się, gdy będę wiedziała, że dziecku dzieje się krzywda?
    • jak upomnę się o swoje prawa?

    • dlaczego mam przychodzić do pracy wcześniej a nie liczyć godzin do powrotu rodziców?
    • dlaczego mam być odporna na smród kupy i wymiocin?
    • dlaczego nie powinnam przy dziecku zjadać ulubionych batoników?
    • dlaczego będę zadowolona ze swojej pracy?
    a ostatnie pytanie często powinno być pierwszym: czy moje zarobki będą mnie satysfakcjonowały?

    Te pytanie i wiele innych powinny zadać sobie osoby, które chcą zawodowo, profesjonalnie pracować jako opiekunki. 
    Czy polskie prawo rzeczywiście daje im szansę na oficjalną pracę, czy chcemy czy musimy pracować na czarno?


    niedziela, 21 kwietnia 2013

    Recenzji nie będzie?

    Było już wszystko zapięte na ostatni guzik!

    Książka przeczytana, notatki zrobione. Wiem dużo o autorkach. Moje przemyślane słowa czekają na publikacje... tylko ostatni rzut oka na znane mi portale - sprawdzę jeszcze co piszą inni o tej metodzie...

    I... bum!

    Recenzja będzie ale innym razem. Zajrzałam na portal /cytowany wcześniej / i w części "o nas" przeczytałam iż, "promują racjonalne rodzicielstwo" / tamże /.

    No tak, oczywiście promują racjonalne rodzicielstwo. A to racjonalne rodzicielstwo to zdrowe podejście do wychowania dzieci. Doczytałam jeszcze, że odrzucają idee poświęcania się dla dziecka, gdy w głowie zbudziła się wątpliwość: czy wiem co to jest racjonalne rodzicielstwo?

    Zaraz, zaraz, niech pomyślę...

    Racjonalny - taki sobie przymiotnik, synonim słów: sensowny, rozsądny. Od razu przypomniałam sobie sentencje Horacego: Sapere aude. "Miej odwagę posługiwać się własnym rozumem"
    Zaczęłam szukać / wiadomo gdzie / definicji, określenia wśród teorii wychowania i tak naprawdę, gdzie nie "kliknęłam", tam znajdywałam cytaty z powyższego portalu. Dziwna sprawa. To jedyni / w internecie / specjaliści od racjonalnego rodzicielstwa.Dobrze, że chociaż wiem co to jest rodzicielstwo - to bycie rodzicem. Dalej postanowiłam się nie zagłębiać, czy rodzic musi być rodzony, czy rodzic to na pewno tylko mama i tata - to są tematy na późniejsze rozważania.
    Lubię wiedzieć, kto pisze i dlaczego - w redakcji same mamy, eksperci to raczej ekspertki. Czepiam się? no może trochę. Trudna dla mnie jest do ogarnięcia mapa strony, trzeba przebić się przez wiele stron. ale to może mój problem.
    Teraz mam zadanie - dowiedzieć się co to jest "racjonalne rodzicielstwo", jestem na tropie...

    Wersja niestabilna

    Niedawno dowiedziałam się, że istnieją cykle życia programów komputerowych.

    Ok. uznaje, więc dotychczasowe teksty bloga jako wersje niestabilną.

    A teraz będzie to wersja alfa.

    Doświadczenia w minionej pracy wychowawczej /przedszkole, nauczanie początkowe i praca z dziećmi w placówkach pozaszkolnych / oraz "nianiowanie" skłaniają mnie do licznych refleksji. Zacytuję tutaj Starego Doktora:

    "Szacunku dla bieżącej godziny, dla dnia dzisiejszego. Jak będzie umiało jutro, gdy nie dajemy żyć dziś świadomym, odpowiedzialnym życiem? Nie deptać, nie poniewierać, nie oddawać w niewolę jutra, nie gasić, nie śpieszyć, nie pędzić."
    Janusz Korczak - Prawo dziecka do szacunku. W: Wołoszyn S.: Korczak, Warszawa1978 s.166. 


                                           Guwernantka ze swoim wychowankiem wg obrazu Jeana Chardina

                                                               
                                         Niania czytająca dziecku  (wg obrazu Mary Cassatt)


    Plan jest taki: rozmyślania, recenzje, porady dla niań i dla rodziców, narzędzia pracy z dzieckiem, nowinki a także wspomnienia i rozważania o historii wychowania. Niestety nie obędzie się bez dywagacji czy dygresji. To wszystko na blogu. I jeszcze więcej!

    Gdy czytelnik/czka zechce skomentować lub / o nieba!/ wywołać dyskusje będę Ukontentowana!

    Zapraszam więc: 

    • we wtorki na "Niezbędnik dla Niań"
    • w czwartki porady dla rodziców 
    • w sobotnie noce na recenzje