wtorek, 29 stycznia 2013

Am..Am.. Za mamę, za ciocię...

Każda z nas, Niań, ma swoje doświadczenia żywieniowe. Tak samo jest z rodzicami naszych milusińskich. A dzieci zdobywają w ten sposób swoje przyzwyczajenia i smaki. Czy zawsze z korzyścią dla ich rozwoju?

Moje doświadczenia z pracy zawodowej / przedszkole, szkoła i "nianiowanie" / sygnalizowały mi, że wiedza rodziców na temat żywienia dzieci jest, delikatnie mówiąc, niepełna i wybiórcza. Najczęściej jest to wypadkowa przyzwyczajeń wyniesionych z domu rodzinnego, świadomego / lub nie... / korzystania z wiedzy swojej lub środowiska oraz ..."widzi mi się".


Niepisany kodeks Niań mówi: rodzic ma zawsze racje. Mama i tata  wiedzą najlepiej - powtarzałam to swoim podopiecznym jak mantrę. 
Ale czy mama pracująca po dwanaście godzin dziennie ma zawsze czas na przygotowanie menu? Czy tata popijający fas food gazowanym napojem jest wiarygodny, gdy zachęca maluszka do skonsumowania jabłka? Pamiętam dziadka, który w konspiracji z wnukiem częstował go czekoladą - zabronioną przez rodziców. A niania kupująca podopiecznemu kolejny batonik aby nie płakał gdy plotkuje z koleżanką? A babunia "wpychająca" we wnuczkę porcje obiadu w ilości dla pracującego fizycznie mężczyzny? 

Wiem na pewno, że dziecko będzie odżywiane prawidłowo, gdy dorośli będą stosowali zasady racjonalnego żywienia wobec siebie - będą dawali przykład, będą wiarygodni.
Zachęcił mnie do tych rozmyślań artykuł w Gazecie Wyborczej. Tekst krótki a ważny, kolejny głos w sprawie żywienia dzieci. Dla zainteresowanych poradnik a dla mnie przyczynek do przywołania swoich doświadczeń. Jak to było z żywieniem dzieci, moich podopiecznych?... o tym już za chwilę.