niedziela, 17 lutego 2013

Primi Sogni - dla dziecka czy dla rodziców?

Spacer niedzielny stał się okazją do obserwacji rodzin z małymi dziećmi. W parku spotkaliśmy ich dużo, a większość mam lub dumnych tatusiów pchało wózek. Wózek to mało powiedziane, to były specjalistyczne pojazdy!

Widzieliśmy także dziadka, który pchał przed sobą wózek do joggingu! Szał! Pojazd na rowerowych kołach, dłuuugi... Widać było, że prowadzenie to przyjemność nie tylko z powodu bliskiej sercu zawartości ale także z możliwości swobodnego biegu. Niejedna mama odwracała się za tą grupą. I to nie tylko dlatego,  że dziadek przystojny ale wózek...hmm...cudo. Właściciel, chyba jednoroczny chłopiec śmiał się głośno, gdy wiatr go łaskotał.

Przypomniałam sobie wózek z którego byłyśmy dumne obie: moja córcia i ja. Nie ma porównania z dzisiejszymi, chociaż dużo kosztował moich rodziców. Ale to już historia!

Dzisiejsze wózki, foteliki, krzesełka czy leżaczki są ściśle związane z modą. Rodzice czy inni donatorzy zwracają uwagę na design. Ten przedmiot "musi wyglądać!". Na szczęście ważne jest dla wielu szersze znaczenie tego słowa, design to także funkcjonalność i ergonomia a dla użytkowników powinno być najważniejsze bezpieczeństwo dzieci korzystających z tych urządzeń.

Gdy pracowałam jako niania, przyglądałam się rozwiązaniom proponowanym przez producentów. Często były one bardzo innowacyjne, szczególnie dla osób w wieku starszym. Nie każda niania umiała obsłużyć ustrojstwo a i rodzice byli chętni na odbycie kursu obsługi. No oczywiście żartuje...!

W wielu rodzinach spotkałam się z produktami firmy włoskiej, Pierwsze marzenia. Wtedy domyślałam się, że jest to kosztogenne, dzisiaj już wiem. Ale mnie interesowała funkcjonalność i bezpieczeństwo. I tak,...

W wózkach używałam pięciopunktowej uprzęży, spotykanej także u innych producentów. Dużym problemem były koła o dość małej średnicy.  Trudno było na polskim bruku prowadzić wózek ze skrętnymi  przednimi kołami. Ale niezależne zawieszenia dawały dziecku większy komfort jazdy. Rama z aluminium to już chyba standard - wpływa korzystnie na wagę wózka. Dla mnie ciężki wózek  to dyskomfort duży, szczególnie zimą czy w szarugi jesienne.

Miałam także okazje używać kojca tej samej firmy - bardzo łatwo mogłam utrzymać w nim czystość. Dno pokryte ceratką, według informacji producenta nadruk na niej był wykonany z farb nietoksycznych. Rzeczywiście kolejne dziecko nie miało możliwości zetrzeć kolorowych postaci. Niska waga kojca ułatwiała mi sprzątanie, bez trudu można go przemieścić a nawet złożyć.

Na koniec zostawiłam sobie moje ulubione ustrojstwo: krzesełeczko!!!!!
Trzy rodziny, troje dzieci i krzesełko Bunny. Stabilne, bezpieczne - oprócz pięciopunktowej uprzęży dodatkowo zabezpieczenie przed wysunięciem się dziecka. Dwie tace - do jedzenia i do zabawy. No i blokada przeciw samoistnemu złożeniu. Korzystanie z tego krzesełka to frajda dla dzieci a dla niani chwila na skorzystanie z toalety. To jest bezcenne!

A Wy, Nianie? jakie macie zdanie o innych produktach?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz