czwartek, 30 maja 2013

ZUS i niania


Aby zarejestrować nianię należy:

Zweryfikować swoją sytuację zawodową – oboje rodzice lub rodzic samotnie wychowujący dziecko, muszą być zatrudnieni na umowę o pracę lub świadczą usługi na podstawie umowy cywilnoprawnej stanowiącej tytuł do ubezpieczeń społecznych lub także gdy prowadzą pozarolniczą działalność.

Podpisać z nianią umowę / zasady umowy zlecenia/ . Umowa powinna określać: strony umowy/ Wy i niania/, cel umowy, określenie przedmiotu umowy / czyli, że niania sprawuje opiekę nad wymienionymi z imienia dziećmi/, dookreślenie szczegółów opieki /WARTO!/, czas i miejsce wykonywania usługi. Ponadto umowa powinna zawierać informacje na jaki czas została zawarta, jakie wynagrodzenie otrzyma niania, w jaki sposób dokonujemy zmian w umowie oraz jaki jest sposób rozwiązania umowy. Całość koniecznie w dwóch egzemplarzach.

Po siedmiu dniach zgłosić siebie jako płatnika składek- druk ZUS ZFA oraz nianię jako osobę ubezpieczaną – druk ZUS ZUA. Jeśli nie będzie w czasie trwania umowy zmian to są dokumenty wystarczające na cały czas trwania umowy.

Gdy minie pierwszy i kolejny miesiąc pracy niani trzeba:

Rozliczyć składki – za poprzedni miesiąc do 15 dnia każdego miesiąca należy złożyć druk ZUS DRA oraz ZUS RCA. W sytuacji gdy wynagrodzenie jest w wysokości płacy minimalnej to składki opłaca budżet państwa, gdy jest wyższe to za różnicę składki opłacają rodzice.
Podatek od tej umowy opłaca niania samodzielnie.

wtorek, 28 maja 2013

Na straganie

Nie ma to jak klasyka. Na przykład: Jan Brzechwa. Na straganie. Ja korzystam ze starego wydania z ilustracjami Szancera:
Dla młodych niań i dla śmiechu znalazłam INTERPRETACJE wiersza. Jest naprawdę super!

Dla większości z nas tekst ten jest kojarzony z okresem przedszkolnym - wielu z nas brało udział w mini przedstawieniu i do dzisiaj pamięta swoją kreację brukselki czy kapusty!

Często korzystam z wierszy Brzechwy - gdyż znam je na pamięć. Pozwala mi to na recytowanie w różnych sytuacjach.
Z pięciomiesięcznym maluszkiem bawiłam się w recytowanie wiersza przed lustrem, robiąc "miny". Dziecko jest zaciekawione a zabawa jest okazją do stymulacji wzrokowej. Także śpiewałam, wymyślając różne melodie i zmieniając artykulacje czy dynamikę.
Ze starszymi bawiliśmy się w recytowanie połączone z klaskaniem. Dalej, oglądaliśmy książeczki z obrazkami, sama rysowałam warzywa i nazywałam je. Rysunki zasłaniałam i odsłaniałam, bawiąc się w "nie ma!, jest!". Słuchaliśmy nagrania wiersza - ja najbardziej lubię wersję Piotra Fronczewskiego. Z dziećmi, które karmiłam  metodą BLW /patrz BLW/, korzystaliśmy z wiersza gdy wprowadzane były nowe warzywa. Itd.,itd. Aż do wielkiego finału czyli przedstawienia.

Kombinacji może być tyle na ile pozwala wam kreatywność. To jest oczywiście przykład - można pracować  z każdym innym tekstem. Życzę Wam abyście polubiły zabawy z wierszami. Warto!

niedziela, 26 maja 2013

Razem w kinie

Tak, kino to wspaniała rozrywka. Duży ekran, często dobre nagłośnienie. Można obejrzeć film w towarzystwie dużej ilości widzów. Jesteśmy stadni, więc lubimy czasami robić to co robią inni, jednocześnie. Dla dzieci jest to okazja być razem z rodzicami. Sama frajda.

 Jeszcze dziś pamiętam filmy, które obejrzałam razem z rodziną. Tylko to już historia kina, aż wstyd przytaczać daty. „Historia żółtej ciżemki” z młodziutkim Markiem Konradem to był nasz rodzinny hit, a „Krzyżaków” pamiętam najbardziej z przykrego zdarzenia – siostra nam zemdlała, gdy zobaczyła sugestywną scenę wypalania oczu Jurandowi. Tak, tak. Można było się bać.

Każdy z nas lubi się bać „bezpiecznie” – horror najlepiej w domu, na kanapie a dzieci oglądają „straszne” bajki przytulone do mamy lub co najmniej ulubionego misia. Bajki są, między innymi, okazją do odczarowania naszych lęków. Nie tylko w bajce zwycięża Dobro a zło jest przykładnie ukarane. Gdy dziecko spotyka bajkową postać, która jest przerażająca, odrażająca i wstrętna to ma szansę bezpiecznego „dotknięcia” zła, które może spotkać w życiu codziennym. Wtedy łatwiej pokona lęk przed „kimś”, kto czai się w szafie, przed chwilami samotności w pokoju lub nie ulubioną ciocią.

W prezentowaniu bajek przoduje wszechobecna telewizja i w tej materii trwa długa acz bezproduktywna dyskusja. Bezproduktywna, gdyż jest tak naprawdę jednostronną. Wypowiadają się rodzice a często zdegustowani i przerażeni dziadkowie. Głos brzmi unisono: za dużo agresji w bajkach, filmach – szczególnie animowanych. 

Moje pokolenie wychowane na przesłodzonych dobranockach czy programach typu „Teleranek”, „Pora na Telesfora” ogląda dzisiejsze filmy dla dzieci z efektem ryby – usta otwarte w oniemieniu i zadziwieniu. No cóż, świat przyspieszył i stał się poprzez media także bardziej trywialny. Nie, nie winię mediów, lecz ta trywialność jest poprzez nie bardziej obecna w naszych rodzinach, domach. Są obecne i tanie a dzisiaj to niestety przeważa przy decyzjach współczesnych rodziców. Łatwiej włączyć telewizor niż kupić wartościową książkę z bajkami. Jeśli stać nas na kino to mamy wiele wartości w jednym. Idziemy razem z dzieckiem, jesteśmy razem – to najważniejsze. Razem też odbieramy przekaz filmowy i … możemy pomóc dziecku zrozumieć to co płynie z ekranu.

Chcę  zwrócić uwagę, że od rodziców wymaga się odpowiedzialności. Kochani rodzice – ufajcie najpierw sobie. Sprawdźcie jaką serwujecie swojemu dziecku przyjemność. Warto aby na forach dla rodziców wypowiadać się o  przypadkach filmów zawierających przemoc. Musicie mieć ograniczone zaufanie do organizatorów czasu wolnego waszych pociech. To, że burzymy się czasami na wskazania polskiej telewizji co do granic wiekowych, od których zalecają oglądanie pewnych programów, jest naszym prawem. 

Dziecko ma prawo oglądać filmy W OBECNOŚCI osób DOROSŁYCH. Prawo to dla nas jest obowiązkiem. A gdy ma wasze wsparcie, czuje się bezpieczne i może zadać pytanie, przytulić się lub schować głowę za wasze plecy. 

Proponuje recenzować filmy dla dzieci i wspólne wizyty w kinie. Absolutnie niezbędne jest znać filmy, które obejrzy wasze dziecko z panią przedszkolanką! i z panią ze szkoły czy panią katechetką!

Nie piszę o konkretnym filmie! Piszę o idei świadomego wyboru!                   


czwartek, 23 maja 2013

Clara non sunt interpretanda



 co znaczy - jasne teksty nie podlegają (nie wymagają) wykładni.


Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej odpowiada na pytania, między innymi:


"Kto i na jakich zasadach może zatrudnić nianię? W jaki sposób państwo pomaga w takim zatrudnieniu?

Niania jest formą opieki indywidualnej nad dziećmi w wieku od ukończenia 20 tygodnia życia do ukończenia roku szkolnego, w którym dziecko ukończy 3 rok życia, sprawowaną przez osobę zatrudnioną w tym celu przez rodziców dziecka na podstawie umowy uaktywniającej. 

Niania zatrudniania jest na podstawie umowy o świadczenie usług, do której zgodnie z przepisami Kodeksu cywilnego stosuje się przepisy dotyczące zlecenia (art. 50 ustawy z 4 lutego 2011 r. o opiece nad dziećmi w wieku do lat 3). Umowa ta zawierana jest w formie pisemnej między nianią a rodzicami albo rodzicem samotnie wychowującym dziecko.

Zachętą dla legalizacji zatrudnienia niań jest możliwość opłacania za nianię, z którą zawarto umowę uaktywniającą, składek na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne od podstawy stanowiącej kwotę nie wyższą niż wysokość minimalnego wynagrodzenia za pracę ustalonego zgodnie z przepisami o minimalnym wynagrodzeniu za pracę, przez ZUS, z budżetu państwa. 

Warunkiem skorzystania z tego świadczenia jest praca zawodowa obojga rodziców dziecka (lub rodzica, w przypadku osoby samotnie wychowującej dziecko) oraz sprawowanie opieki nad dzieckiem w wieku do lat 3 (wyjątkowo – w przypadkach wskazanych w ustawie, do 4 lat).

Projekt ustawy o zmianie ustawy o  opiece nad dziećmi w wieku do lat 3 umożliwia zatrudnienie niani, za którą opłacane są składki na ubezpieczenia społeczne i ubezpieczenie zdrowotne ze środków budżetu państwa, przez osoby prowadzące działalność rolniczą."

Bez komentarza i do przemyślenia!

wtorek, 21 maja 2013

Oby słoń na ucho nie nadepnął!

Miłe nianie!
                                                                                      śpiewając
Nie chcę Was przerażać ale konieczny jest egzamin. Tak, tak. Egzamin ze śpiewu, z emisji głosu i z dykcji.

Mam też dobrą wiadomość - egzaminator i abiturient to ta sama osoba! Musicie po prostu zdać egzamin ze śpiewu przed sobą! Potem będzie już tylko...trudniej.

Zacznijmy od dykcji. Mówi się o poprawnej dykcji / masło maślane - dykcja to poprawne wymawianie słów /, mówi się, że ktoś ma soczystą dykcję - gdy pluje na swego rozmówcę / zgroza!/ albo w ogóle się  nie mówi.

Uwaga! To jest sygnał dla naukowców, pediatrów, nauczycieli a w szczególności logopedów. Młodzi ludzie teraz mówią szybko, niewyraźnie, sądząc chyba, że zatuszują w ten sposób swoje błędy językowe. Zaginął gdzieś w pogoni za nie wiadomo czym - AKCENT - najszybciej można powiedzieć, że przypada na przedostatnią sylabę słowa / ale istnieją wyjątki /, to co słychać wokół nas, nie ma nic wspólnego z normą. To jest zresztą olbrzymi, osobny temat. Spróbujcie porozmawiać przez telefon - nie usłyszysz, nie zrozumiesz!
Nie wspomnę o słowach bardzo potocznych, jak "spoko" / do tego słowa najbardziej przywykło moje ucho!/ i tym podobnych: nara, c'nie? lub zapytanie: "kaczysz?" co według słownika slangu miejskiego oznacza to samo co: "fikasz?" To jest dygresja, na którą sobie pozwalam ale już, cicho, sza serce...

Ależ oczywiście! My, nie! Nie mówimy tak, jesteśmy nianiami przygotowanymi do pracy, profesjonalistki / całą gębą/! Mówimy poprawną polszczyzną, z dykcją i w ogóle och i ach, ale..., błagam,  nie zdrabniajmy wszystkiego. Hurtem jak leci, NIE! Same tego nie wytrzymacie:"... a dzidziuś zrobił taką śliczną kupeńkę... i teraz zmienimy pieluszeczkę, i pupeńka będzie śliczniuteńka, cacy, cacy pupka..." - nikt tego nie zdzierży! Przepraszam to też dygresja. I taka trochę do śmiechu! Wężykiem, wężykiem!

Emisja głosu - prawidłowa daje nam szansę być wysłuchanym, zrozumianym i zauważonym! Zachęcam Was do odwiedzenia najsensowniejszego blogu o emisji głosu, jaki znam. Od kilku lat przyglądam się i czytam a co ważne także korzystam z porad i ćwiczeń.

Na koniec słów kilka o śpiewie. Nie wierzcie nikomu, że nie umiecie śpiewać. Mruczenie, nucenie, gwizdanie, podśpiewywanie aż w końcu śpiew całą gębą to jest nasza naturalna umiejętność. Niezbędna do: wyrażenia emocji, zrytmizowania wykonywanej czynności, itd. Jest także niezłą mnemotechniką. I wspaniałym ćwiczeniem MOWY. Zacytuję za Wikipedią pewien wierszyk:
  "Kto chce śpiewać prawidłowo, niech wymawia każde słowo, między językiem a zębami, wyraźnymi sylabami. Niechaj gardła nie forsuje, a głos w ustach konserwuje. Niech udaje, że wciąż ziewa, a ustami mówi...śpiewa!"

No i co z tym egzaminem? Jest niezbędny? Jak chcecie śpiewać przed najwspanialszą publicznością świata? przed dziećmi?

niedziela, 19 maja 2013

Dobra mama?

Po raz pierwszy w moje ręce trafiła czasopismo - godna nazwa. Jest to dwumiesięcznik. Ten numer /20/ jest na maj i czerwiec. Zaciekawił mnie, gdyż ma podtytuł: "...magazyn inspirowany dzieckiem." I co zainspirował dziecko?
Jest to magazyn "Dobra Mama", wydawany przez wydawnictwo Dobry Dom z siedzibą w Rzeszowie.
Grafika typowa dla kolorowych magazynów. Na okładce nieznana mi artystka. Papier błyszczący. I za 4,90 zł mamy 84 strony samych ciekawostek.

Okładka zachęca nas do czytania artykułów o wcześniakach, o anemii w ciąży, o tacie zazdrosnym, o byciu mamą na etacie oraz / dla mnie bardzo intrygujący temat / o uczeniu porządku dziecka.

Bardzo ważna informacja o ekspertach: duża rozpiętość tytułów naukowych oraz zawodów - osób niezbędnych do przejścia przez meandry rodzicielstwa. Zresztą okazało się, że na stronie czasopisma jest przywołanych więcej ekspertów, co mnie jeszcze bardziej ucieszyło.

To by było na tyle z cieszenia się!
Teksty, którymi próbowałam się raczyć były zaledwie poprawne - na wyróżnienie zasługują dwa o wcześniakach. Natomiast część dotycząca mam pracujących to prawdziwy słowotok z różowego lukru. Perełką jest cytat" ... osiemnastowieczne kobiety, które chciały pisać, robiły to nocami. ...a my jesteśmy w lepszej sytuacji: mamy półprodukty, przedszkola...'' I tak dalej, dalej.

W czasopiśmie pojawiają się artykuły, które są jakby reklamą ale nie ma informacji, że są sponsorowane. A co ja mam myśleć, że to jest rzetelna informacja, gdy przywołane są przedmioty, które producent lub dystrybutor reklamuje na tej samej stronie!

O co chodzi? O proporcje!
Jedenaście artykułów, z których część  według mnie jest sponsorowana przez reklamodawców. Osiem informacji o produktach. Reklam jest trzydzieści dziewięć. Statystycznie na 1 artykuł / merytoryczny / przypada 3, 54 reklamy. Czy to jest dużo? Czy proporcje są właściwe dla przewodnika, który "... ma charakter wyłącznie informacyjnoedukacyjny.../ pisownia czasopisma/.

Odnoszę wrażenie, że nie ma Dobrej Mamy tylko jest wywołana do tablicy Mama Gadżet.Gdzieś między "pierwszą flaszką", bielizną dla ciężarnej,kosmetykami i wózkami, meblami i zabawkami z bijącym sercem,  można łyknąć odrobinę edukacji. Mało! a gadżetów ho!ho!
Jest pewna wartość - wymieniane są organizacje pozarządowe ale przepraszam, z fiskusem już się każdy z nas rozliczył. Są także podane adresy szkół rodzenia. Jednak w internecie jest ich więcej. A może się "czepiam"? Hm...

Mnie zainteresował najbardziej tekst o niesprzątaniu za dziecko. Autorka, Karolina Wojtaś, pisze o rytuałach sprzątania. Także o ułatwieniach w sprzątaniu poprzez segregowanie przedmiotów / różnokolorowe pojemniki / oraz o konsekwencji w postępowaniu. Trochę mało i pobieżnie ale z moich doświadczeń wynika, że rodzice często nie posiadają tej minimalnej wiedzy.
A propos! Dlaczego od sprzątania jest znowu tylko mama?

I to by było na tyle... Chyba, raczej na pewno, nie kupię następnego numeru.

czwartek, 16 maja 2013

Czego oczekujemy od niani?

Odpowiedź na to pytanie wyda się Wam dziwna. Czego oczekujemy? oczekujemy więcej!

To jest prosty mechanizm - ja przygotowuję obiad dla maluszka, odkręcając słoiczek, w zamian zaplanujmy aby niania podczas swojej pracy ugotowała jarzynkę, zmiksuje, doda mięsko - osobno gotowane a do tego zupka na przykład pomidorowa z lanymi kluseczkami. A dla nas  - kotleciki!

My nie codziennie kapiemy dziecko ale dla niani przygotowane są zalecenia - myje ręce z maluszkiem przed śniadaniem, po śniadaniu, po powrocie ze spaceru, przed spaniem i kiedy jeszcze nam przyjdzie do głowy.

Podczas weekendu telewizor jest włączony non stop - przecież należy się nam chwila oddechu - albo od dzieci albo oddechu w ogóle. W tygodniu dziecko nie ogląda telewizji tylko twórczo się rozwija , bawiąc się non stop z nianią.

W weekend pampers obija się o kolana naszej pociechy, napęczniały od siuśków i tylko przechodząc mimo węchem sprawdzamy czy to już czas na zmianę. A w tygodniu? Konkretne wytyczne, kiedy zmiana i kiedy mycie pupy oraz smarowanie specjalnym preparatem! I naprawdę nie wiemy jak mogły powstać te odparzenia?!

Dziecko nasze ma być karmione zdrowo a my po pracy zjemy coś zamówionego i przywiezionego, mniam.

Osobna sprawa to spacery - co najmniej trzy razy dziennie dziecko na świeżym powietrzu - z nianią - bo z nami w weekend wspólne zakupy i do domciu!

Niania powinna pamiętać o wszystkich lekach, paralekach / zaordynowane przez mamusię / i witaminkach, gdy katarek, to sól fizjologiczna, odsysanie smarków, maść majerankowa, itp... Nam może się zdarzyć, że zapomnimy, ominiemy termin podania witamin, no, trudno...

Przypomnijmy niani, że zależy nam aby dziecko uczyło się utrzymywania porządku - zabawki zawsze sprzątnąć po skończonej zabawie i przed spacerem. A my w niedzielę zostawiamy wszystko na dywanie bo i tak niania sprzątnie w poniedziałek rano!

No i te czarodziejskie słowa - niech się uczy dziecię - od niani - my rzadko używamy zwrotów grzecznościowych - nie ma na to czasu!!!!



Oczywiście, drodzy Rodzice, to są żarty i to nie z Was, ale z sytuacji, które mogłyby mieć miejsce. Mogłyby ale nie mają miejsca, prawda?

Czego oczekujemy od niani - zastąpi nas podczas naszej nieobecności i zapewni jak najlepsze warunki naszemu dziecku! prawda?




wtorek, 14 maja 2013

W garnuszku dwa jajka, skończona bajka.

Chciałabym kontynuować temat bajki i zanalizować możliwości, jakie daje włączenie jej w czas opieki nad dziećmi.

Bajka jako utwór literacki ma morał, bohatera. Ta narracyjna jest najczęściej krótka a jej fabuła bywa łatwa do przyswojenia przez dziecko. Prawie każda bajka kończy się szczęśliwie a jeżeli nie, to nasz podopieczny i tak wymusi na niani happy end. Bajka bardzo korzystnie wpływa na rozwój dziecka a czas na jej słuchanie to chwila oddechu po szaleństwach zabawy lub chwila na wyciszenie przed snem. Obserwowanie reakcji dziecka na przygody bohatera bajki daje nam wiedzę o emocjach i wartościach znanych już wcześniej a treść bajki daje mu szansę na poznanie nowych.

Dziecko poznając przygody bohatera bajki utożsamia się z nim. Chociaż poznaje świat bajek to jednak poznaje dzięki temu swój świat. Bajka tłumaczy czym jest dobro i zło, tłumaczy konsekwencje, uczy abstrakcyjnych pojęć.

Dlaczego więc rodzice unikają opowiadania bajek? Może sami nie mają dobrych wzorców? może dla nich język bajki jest czymś niezrozumiałym? Gdy dorośli mają kontakt z językiem swojego świata, ich historie to rzeczywistość siermiężna i trudna to jak mają "czuć" bajkę? Oczywiście nie chcę generalizować ale...

Niania ma więc pole do popisu. Wyciągajmy z pamięci, z zakurzonych półek lub sięgajmy po nowości. Opowiadajmy, czytajmy, inscenizujmy. Bajka to potęga - gdy damy dziecku szansę na spotkanie z nią!

Jednak proszę bardzo. Bardzo!
Korzystajcie z wzorów, wzorców, które są dobre! sprawdzone! ekscytujące! smakowite językowo!
I nie bójcie się, że dziecko przerazi się wilkiem zjadającym babcię i Czerwonego Kapturka! Tak nie będzie!
Złe w skutkach jest samotne oglądanie kolejnego filmu animowanego w telewizji, dobry jest kontakt dziecka z żywym człowiekiem opowiadającym/czytającym. A już dobra intonacja, miny i gestykulacja - to sam miód.  To dajecie dziecku waszą bajką. Bezcenne.

niedziela, 12 maja 2013

O pieluszce czas zacząć...

Nasza fizjologia jest ściśle związana z przyjmowaniem / powietrza, pokarmu i płynów / oraz wydalaniem. O przyjmowaniu już trochę pisałam więc dla odmiany o wydalaniu. A bardziej o skutkach. 

Po prostu o siusianiu i "kupkaniu". 

Na początku większość z tych procesów "dzieje się" automatycznie. Aby dziecko mogło w jakikolwiek sposób kontrolować wypróżnianie muszą spotkać się w czasie co najmniej trzy stany: powiększenie pęcherza moczowego, usprawnienie zwieraczy i / jako proces ciągły / - dojrzewanie układu nerwowego. 

Jednak na początku była...pielucha.

Z tetry - w taką pieluszkowałam swoją córcię, lub z flanelki. Teraz nie znam żadnej rodziny, w której używa się pieluch wielokrotnego użytku. I tak biegają dzieci w "pampersach" a rodzice / często też nianie / z przerażeniem odkrywają, że nocnik kojarzy im się z traumą. 

Nadal nie wymyślono pieluszek jednorazowych ekologicznych - materiały użyte do ich produkcji rozkładają się w środowisku najmniej ponad 300 lat!

A mogłoby być zdrowiej dla nas wszystkich! Dlatego polecam do rozważenia: zmień pieluchę swojego dziecka! Na tę wielokrotnego użytku!

Zapraszam także do pieluszkomanii!

czwartek, 9 maja 2013

Zatrudnić nianię - cd...

Drodzy rodzice, na użytek naszych rozważań zacytuję opis zawodu -opiekunka dziecięca. Proszę nie mylić z informacjami o powyższym zawodzie pod kodem 325905 w klasyfikacji zawodów i specjalności z portalu o zawodach regulowanych.


"Zawód opiekunka dziecięca, opiekunka do dziecka


Opiekunka dziecięca zajmuje się sprawowaniem fachowej opieki nad małymi dziećmi (najczęściej są to niemowlęta i dzieci do 3-4 roku życia). Zadaniem opiekunki jest przede wszystkim pilnowanie bezpieczeństwa dziecka oraz dbanie o jego potrzeby podczas nieobecności rodziców. Opiekunka wykonuje codzienne czynności związane z pielęgnacją dziecka, odpowiada za jego higienę, kąpiele, mycie, przewijanie, przebieranie, czesanie, pielęgnację środkami kosmetycznymi. Odpowiada również za prawidłowe odżywianie dziecka, podawanie leków jeśli zachodzi taka konieczność, wykonywanie zabiegów rehabilitacyjnych w zastępstwie rodziców. 

Do zadań opiekunki należy także zorganizowanie dziecku czasu wolnego poprzez różne zabawy, gry, chodzenie na spacery. Najczęściej od opiekunki oczekuje się takiego doboru zabaw czy zajęć ruchowych, które będą rozwijać zdolności psychomotoryczne dziecka i wpłyną na jego prawidłowy rozwój. 

Zawód opiekunki dziecięcej

 jest zajęciem dla osób, które lubią dzieci i mają z nimi dobry kontakt. Od opiekunki oczekuje się przede wszystkim odpowiedzialności, spokoju, opanowania, łagodności, ale równocześnie pewnego zdecydowania, potrzebnego do zapanowania nad dziećmi oraz cierpliwości. Ważna jest również umiejętność szybkiego nawiązania kontaktu z dzieckiem i podtrzymywania go, tak aby dziecko było zajęte przez dłuższy czas. Istotna jest również kreatywność, potrzebna przy organizacji czasu wolnego oraz podzielna uwaga. ..."

Bardzo  podobne informacje można otrzymać na stronach szkół policealnych lub pomaturalnych, np. http://www.apedukacja.pl/opiekunka_dziecieca,823.html

To jest dobry początek do rozważań: czego oczekujemy od niani naszego dziecka.


wtorek, 7 maja 2013

Dawno, dawno temu...

O roli bajek i to tych opowiadanych osobiście dziecku w literaturze fachowej jest bardzo dużo i bardzo mądrze.

Znałam kiedyś chłopca, który nie chciał słuchać bajek. Okazało się, że jego mama też w dzieciństwie nie miała szansy na bajki /?/. Gdy spotkaliśmy się z moim podopiecznym w wieku ośmiu lat, miał on bardzo duże problemy z przeczytaniem każdej lektury. Nie rozumiał świata bajek! To smutne.

Nie chcecie bajki? Oto bajka:


   Babtajl szedł już dosyć długo. Szedł podskakując. Nie wiedział dlaczego, ale zawsze podskakiwał. Czasem to przeszkadzało, na przykład, gdy jadł herbatniki albo chciał się napić kakao. Wtedy przerywał swoje wędrowanie i siadał.

A teraz też miał ochotę na kakao.

Usiadł na szczycie góry i wyciągnął z kieszeni kamizelki kubek gorącego kakao. Mniam! Pycha!

Znowu zastanowił się skąd w kieszeni znajduje się to, czego potrzebuje i znowu nie znalazł odpowiedzi. Ciekawe!?

Rozejrzał się po okolicy, którą wędrował. Było pusto i szaro. I dziwnie cicho. Nie szumiały drzewa, nie śpiewały ptaki. Chyba tutaj nic się nie dzieje. Nudno.

Babtajl pamiętał, że miejsce, którego szuka jest wesołe, kolorowe i dużo tam się dzieje. Opowiadał o tej krainie Dziadek. SanHana zamieszkiwały radosne i przyjazne zwierzęta. W SanHana można znaleźć rodzinę. Babtajl szukał rodziny dla siebie. Dlatego tak długo szedł i szedł.

To miejsce, gdzie popijał swoje kakao nie było krainą SanHana. Trudno. Schował kubek i już miał zamiar ruszyć dalej, gdy spostrzegł, że nie ma prawego buta. Ojej! Babtajl roześmiał się, bo wyglądało to śmiesznie. Jego śmiech odbił się echem od szarego lasu i wrócił na szczyt góry. Nagle Babtajlowi wydało się, że słyszy inny śmiech. Te dźwięki dochodziły z góry. Spojrzał i zobaczył szarego ptaszka.
-, Dlaczego się śmiejesz?
-, Bo ty się śmiejesz! Dzień dobry!
- Dzień dobry! Co tutaj robisz?
- Mieszkam tutaj, w lesie!
- Sam?
- Nie, jest nas dużo.
-, Ale ja nikogo nie widzę!
- W naszej krainie wszyscy są koloru szarego, drzewa są szare i domy. Dlatego trudno nas zauważyć. Ty jesteś kolorowy, od razu cię zobaczyłem. Dawno nie słyszałem jak ktoś się śmieje. Teraz mi też chce się śmiać.-

Gdy ptaszek śmiał się i tak miło z nim rozmawiał to jego pióra stawały się coraz bardziej widoczne, stawały się kolorowe! Babtajl nie wiedział czy o tym powiedzieć!? Wydało mu się to bardzo śmieszne, więc roześmiał się głośniej. Jego śmiech poleciał jeszcze dalej i obydwaj zobaczyli inne zwierzęta, które śmiały się razem z nimi i… stawały się kolorowe. To było zdumiewające. Im bardziej się śmiali tym bardziej widoczni byli mieszkańcy tej krainy.

Była tam żaba, lis, szczurek, dużo biedronek i motyli. Z lasu wychodziły jeszcze następne zwierzęta. Wszyscy śmiali się, podziwiali swój wygląd i podchodzili do Babtajla, kłaniając się mu i dziękując.
-, Za co oni mi dziękują? Zapytał ptaszka, który był teraz najpiękniejszym ptakiem, jakiego widział w życiu.
- Ty chyba nas odczarowałeś!  Bardzo dawno temu przelatywał nad naszą krainą czarodziej. Nie podobało mu się, że jesteśmy szczęśliwi. Rzucił na nas czar i staliśmy się szarzy i smutni… Czarodziej odleciał i nikt nie wiedział jak go odszukać. Nie wiedzieliśmy jak zmienić czary. Nasza kraina bardzo się zmieniła a najgorsze było to, że zniknęły Trzy Kwiaty
-, Co to za kwiaty?
- Nasza kraina nazywa się SanHana, co znaczy Trzy Kwiaty. Rosły one zawsze i były dla nas bardzo ważne. Przy pierwszym każdy z mieszkańców ufał wszystkim, przy drugim każdy kto miał kłopoty odzyskiwał wiarę w siebie a trzeci kwiat sprawiał, że zwierzęta zakochiwały się!
- To jest kraina SanHana?! Nareszcie!
- Tak. Dlaczego się pytasz?

Tutaj Babtajl opowiedział swoja historię, że szuka tego miejsca. Opowiedział mu o krainie SanHana dziadek, który bardzo dawno mieszkał tutaj i wspominał spędzone chwile jako najpiękniejsze. Mieszkańcy byli zawsze uśmiechnięci i bardzo mili dla siebie. Gdy zdarzyło się coś trudnego lub nieprzyjemnego to pomagali sobie nawzajem. I teraz Babtajl znalazł swoja wymarzona krainę…zastanowił się nad jednym – gdyby nie zgubiony but nie roześmiał by się i nie odczarował mieszkańców i całej krainy. Jak to dobrze się śmiać.

Wokół panował miły rozgardiasz – wszystkie zwierzęta witały się miedzy sobą – widziały się nawzajem i były bardzo rozradowane. Starsze kłaniały się sobie, podawały łapki, całowały w pyszczki. Maluch podskakiwały z uciechy – wreszcie będą miały z kim się bawić – zebrała się ich duża gromada…


Jak widać, moja bajka jest niedokończona – tyle wytrzymał „chłopiec, który nie chciał słuchać bajek”. Ponieważ wymyśliłam ją dla niego, zostawiłam niedokończoną.

Bohater to japoński kot. Bajka jak bajka! Każda niania wymyśla swoje bajki. Lub korzysta z gotowych wzorów. Bez bajek nie ma dzieciństwa. Wierzcie mi!







niedziela, 5 maja 2013

Ni z gruszki, ni z pietruszki?

Może to się wydać dziwne ale chcę napisać kilka słów o osobach, które najprawdopodobniej nigdy nie skorzystają z opcji "zatrudnię nianię". Powód, który mnie skłonił do zrecenzowania tego blogu jest bardzo prozaiczny. Czytam blog macierzyństwo bez lukru i nie potrafię lub nie chcę wyłączyć myślenia... o byciu rodzicem.

Nie, nie sądzę, że to będzie recenzja. To raczej błysk lampy aparatu fotograficznego. Oświetli to co ja widzę!
Wy moi drodzy czytelnicy, zobaczcie sami, zapraszam...

Blog powstał w 11 stycznia 2011 roku, najprawdopodobniej jako odpowiedź na apel rodziców małego Mikołaja. Jego autorkami są blogerki piszące już w sieci lecz śmiem przypuszczać, że inicjatorką jest Chuda. Blog jest współtworzony przez blogujące matki / dlaczego nie ma ojców?! /. To projekt akcji charytatywnej z ogromnym potencjałem społecznym i edukacyjnym. Zbiór tekstów, które zostały nieodpłatnie udostępnione przez blogerki, ma wersję drukowaną i formę e-booka. I działa! Widać to na przykład w raporcie finansowym.

Cytuję za blogiem

czwartek, 9 lutego 2012

Macierzyństwo bez lukru

„Macierzyństwo bez lukru” to akcja charytatywna matek-blogerek, która zaistniała w styczniu 2011. Najpierw wydałyśmy e-book, zbiór tekstów o macierzyństwie, który jest dostępny w formacie pdf, mobi i epub. E-booki można kupić w Oficynie Wydawniczej RW2010. W grudniu 2011 antologia ukazała się drukiem jako dodatek specjalny do pisma „Czas Kultury”, do numeru poświęconego [Anty]macierzyństwu. W październiku 2012 ukazał się e-book "Macierzyństwo bez lukru 2", dostępny w RW2010 i Legimi orazpakiet, część 1 i 2 razem.

Głównym celem powstania antologii jest pomoc dla urodzonego w 2010 r. Mikołajka, chorującego na rdzeniowy zanik mięśni (SMA I). Cały dochód ze sprzedaży e-booków i część dochodu ze sprzedaży drukowanej wersji trafia na konto chłopczyka w Fundacji Dzieciom „Zdążyć z pomocą”.

Przy okazji niesienia pomocy Mikołajkowi nasz zbiór stał się ważnym głosem w dyskusji o współczesnym macierzyństwie, o jego ciemniejszych stronach, które nie nadają się na okładki czasopism, nie są popularne i nie przystają do obrazu czułej, dobrej, nieskończenie cierpliwej archetypicznej Matki. Nijak też się mają do pięknych zdjęć zadbanych, promieniejących celebrytek, które są fotografowane w kolorowych pismach ze ślicznymi, uśmiechniętymi dziećmi, a przeciętna Kowalska patrzy na to wzrokiem półprzytomnym i z kołtunem na głowie, bo dziecię nie spało pół nocy i teraz nie może dojść do siebie i próbuje umyć zęby kremem do stóp.

Kobiety, które mają dzieci w Polsce w XXI wieku nie chcą być ani Matkami Polkami, ani Superwomen, nie chcą stać na pomniku (bo co to za przyjemność być zanieczyszczaną przez ptactwo), chcą... No właśnie, czego chcą matki? Jaka jest ich codzienność, dylematy, udręki? Nasze mamy prały w płatkach mydlanych i prasowały dziesiątki pieluch dziennie. Wiek XXI dał nam pampersy, ale odebrał rodziny wielopokoleniowe. Jak to jest być matką dziś, w drugiej dekadzie XXI wieku? Czy możemy liczyć na wsparcie, czy jesteśmy pozostawione same sobie?
..."
To jest LEKTURA!, także dla niań.


piątek, 3 maja 2013

Genialnie o atopowym zapaleniu skóry

Porządkując komputer znalazłam przechowywany od dawna link. Tak chciałoby się rozmawiać z lekarzem - pediatrą!

Wykład dr Ireny Kagan - Grzesiak to według mnie obowiązkowa wiedza! Serdecznie polecam!



czwartek, 2 maja 2013

Naprawdę chcecie zatrudnić nianię? Cd.

Szanowni rodzice - dojrzeliście już do decyzji o zatrudnieniu niani?

Jeżeli tak, to zapraszam do wspólnego zanalizowania Waszych oczekiwań:


  • Wasza sytuacja zawodowa jest najważniejszą dla pierwszych ustaleń. Problemem jest praca dla korporacji - wyciska pracownika jak cytrynę i oczekuje czasu pracy ponad normę. Właściwie można stwierdzić, że normą jest naście godzin pracy dziennie. Jeżeli oboje tyle pracujecie to szukacie zastępstwa w rodzicielstwie!?  To będzie trudna sprawa - dziecko Was potrzebuje, Wy macie wyrzuty sumienia a niania staje się najbardziej znaną osobą Waszej pociechy. Jeżeli pracujecie dla budżetu / urząd i tym podobne/ to godziny pracy są podporządkowane kodeksowi pracy ale zdarzają się nadgodziny, szkolenia oraz podróże służbowe. Wcale lepiej nie wygląda prowadzenie własnej działalności gospodarczej - tutaj nawet o urlop trudno! Dlaczego o tym piszę? Niania zastępuje Was podczas czasu pracy - musicie mieć pewność na ile godzin dziennie powinniście ją zatrudnić.
  • Dojazd do pracy - ile czasu zajmuje, z jakiego środka komunikacji korzystacie, czy trasa jaką pokonujecie to tor z przeszkodami /korki!!!!/ Czas dojazdu trzeba doliczyć do planowanych godzin pracy niani. Ogłoszenia, jakie czytam: " Potrzebna niania na kilka godzin..." pokazuję, że rodzice nie mają jeszcze planu na czas pracy niani. 
  • Jaka jest Wasza sytuacja w miejscu pracy? Czy macie szanse otrzymania "wolnego" gdy niania nagle zachoruje? I nie pytam o wymagania kodeksu pracy ale o realne możliwości. Jeżeli jest to trudne już teraz warto uzgodnić awaryjne wizyty na przykład dziadków.
Pytacie, gdzie tutaj są nasze oczekiwania? Są, są. Z takich danych wynika na ile godzin zatrudnicie nianię oraz jak powinna wyglądać jej dyspozycyjność.

  • Wiek dziecka, jego stan zdrowia to czynniki determinujące Wasz wybór. Ważne jest aby niania miała już doświadczenia w opiece nad dzieckiem o zbliżonym wieku. Nie zgadzajcie się, aby Wasze dziecko było "królikiem doświadczalnym". Jeżeli dziecko wymaga specjalnej diety - niania powinna być w tej kwestii doświadczona lub... to Wy ją do tego przygotujecie / zalecenia lekarza, menu, wykluczenia pokarmowe MUSZĄ być opisane.
  • Jeżeli niania ma sprawować opiekę w Waszym imieniu, powiedzcie sobie nawzajem / jeśli się tak dotychczas nie stało / jakie zasady są w Waszej rodzinie najważniejsze. Jest to wspaniała okazja do osiągnięcia porozumienia w sprawach wychowawczych. Macie pełne prawo oczekiwać, że niania uzna te zasady za swoje własne w czasie pracy - / każdy ma prawo do swojego zdania /.
Dla mnie to jest podstawa - dalej będzie już łatwiej, tak zwane szczegóły techniczne za tydzień!