niedziela, 19 maja 2013

Dobra mama?

Po raz pierwszy w moje ręce trafiła czasopismo - godna nazwa. Jest to dwumiesięcznik. Ten numer /20/ jest na maj i czerwiec. Zaciekawił mnie, gdyż ma podtytuł: "...magazyn inspirowany dzieckiem." I co zainspirował dziecko?
Jest to magazyn "Dobra Mama", wydawany przez wydawnictwo Dobry Dom z siedzibą w Rzeszowie.
Grafika typowa dla kolorowych magazynów. Na okładce nieznana mi artystka. Papier błyszczący. I za 4,90 zł mamy 84 strony samych ciekawostek.

Okładka zachęca nas do czytania artykułów o wcześniakach, o anemii w ciąży, o tacie zazdrosnym, o byciu mamą na etacie oraz / dla mnie bardzo intrygujący temat / o uczeniu porządku dziecka.

Bardzo ważna informacja o ekspertach: duża rozpiętość tytułów naukowych oraz zawodów - osób niezbędnych do przejścia przez meandry rodzicielstwa. Zresztą okazało się, że na stronie czasopisma jest przywołanych więcej ekspertów, co mnie jeszcze bardziej ucieszyło.

To by było na tyle z cieszenia się!
Teksty, którymi próbowałam się raczyć były zaledwie poprawne - na wyróżnienie zasługują dwa o wcześniakach. Natomiast część dotycząca mam pracujących to prawdziwy słowotok z różowego lukru. Perełką jest cytat" ... osiemnastowieczne kobiety, które chciały pisać, robiły to nocami. ...a my jesteśmy w lepszej sytuacji: mamy półprodukty, przedszkola...'' I tak dalej, dalej.

W czasopiśmie pojawiają się artykuły, które są jakby reklamą ale nie ma informacji, że są sponsorowane. A co ja mam myśleć, że to jest rzetelna informacja, gdy przywołane są przedmioty, które producent lub dystrybutor reklamuje na tej samej stronie!

O co chodzi? O proporcje!
Jedenaście artykułów, z których część  według mnie jest sponsorowana przez reklamodawców. Osiem informacji o produktach. Reklam jest trzydzieści dziewięć. Statystycznie na 1 artykuł / merytoryczny / przypada 3, 54 reklamy. Czy to jest dużo? Czy proporcje są właściwe dla przewodnika, który "... ma charakter wyłącznie informacyjnoedukacyjny.../ pisownia czasopisma/.

Odnoszę wrażenie, że nie ma Dobrej Mamy tylko jest wywołana do tablicy Mama Gadżet.Gdzieś między "pierwszą flaszką", bielizną dla ciężarnej,kosmetykami i wózkami, meblami i zabawkami z bijącym sercem,  można łyknąć odrobinę edukacji. Mało! a gadżetów ho!ho!
Jest pewna wartość - wymieniane są organizacje pozarządowe ale przepraszam, z fiskusem już się każdy z nas rozliczył. Są także podane adresy szkół rodzenia. Jednak w internecie jest ich więcej. A może się "czepiam"? Hm...

Mnie zainteresował najbardziej tekst o niesprzątaniu za dziecko. Autorka, Karolina Wojtaś, pisze o rytuałach sprzątania. Także o ułatwieniach w sprzątaniu poprzez segregowanie przedmiotów / różnokolorowe pojemniki / oraz o konsekwencji w postępowaniu. Trochę mało i pobieżnie ale z moich doświadczeń wynika, że rodzice często nie posiadają tej minimalnej wiedzy.
A propos! Dlaczego od sprzątania jest znowu tylko mama?

I to by było na tyle... Chyba, raczej na pewno, nie kupię następnego numeru.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz