niedziela, 9 czerwca 2013

Dzieci i pieniądze

Minęło już szaleństwo zakupowe, dzieci prezenty z okazji dnia dziecka już skonsumowały. Niejedna łza polała się nad nietrafioną zabawką, niejedne fochy "strzelone" przez dorosłych nieusatysfakcjonowanych oznakami radości.
Jeśli prezenty to pojawia się - kasa. Większość z nas swoim dzieciom chciałoby nieba przychylić a to często kosztuje. Dużo! Szczególnie, gdy chcemy tego nieba KUPIĆ!

Zainspirował mnie wywiad, który przeczytałam w Wysokich Obcasach z 1 czerwca. Z psychologiem, dr Barbarą Arską- Karylowską rozmawiała Aleksandra Szyłło. Wywiad jak wywiad. Dla mnie niespójny i nie umiałabym powiedzieć, czego chciała dowiedzieć się dziennikarka. Może trafnie pani doktor wyczuła, że główne przesłanie to lęk - lęk, czy dziecko nie będzie się czuło gorsze, gdy nie będzie mogło konkurować z rówieśnikami drogimi i modnymi gadżetami.

Jednak pytania zostały postawione: Jak sprawić, aby dziecko nie określało swojej wartości poprzez stan posiadania? Jak uczyć szacunku do pieniądza? / o, dziecię - szanuj pieniądz, szanuj! / itd, itd...

Pani dr Arska przedstawiła kilka twierdzeń, które chcę przytoczyć: Warto uczyć dzieci dystansu do statusu materialnego. Rodzic to taki bank - musi być rzetelny i punktualny. A dziecko ma prawo do wydawania swoich otrzymanych pieniędzy. Powinniśmy wpajać rozsądne zarządzanie pieniędzmi a rodzice nie mogą zagrabiać pieniędzy dziecka / ciekawe jak to wygląda po przyjęciach komunijnych? /. I apel, aby nie wpaść w kołowrotek, który napędzają producenci zabawek.

Tematy poruszone w wywiadzie są na tyle interesujące, że warto by poświęcić im więcej czasu - padło nawet zapewnienie o następnej rozmowie. I tyle!

Tekstu nie znalazłam w wersji elektronicznej - może też trzeba pieniędzy na "piano" aby dotrzeć, ja mam wersję gazetową i obiecuję sobie do tych słów powrócić. Zainteresowała mnie przywołanie postaci Paula Tough, autora książki " Jak dzieci osiągają sukces". Powołał się on / cytuję za panią dr Arską / na badania psychologa Waltera Mischela. To słynny test cukierków. Dzieci / czterolatkowie / otrzymaly cukierek i informacje, że dostaną dwa, jeśli poczekają ze zjedzeniem aż prowadzący badania powróci. Uczestnicy badań reagowali dwojako: albo niecierpliwie częstowali się cukierkiem lub czekali, chociaż cukierek nęcił. Gdy badana grupa zakończyła naukę w szkole średniej, okazało się, że ci cierpliwi radzili sobie o wiele lepiej w życiu, byli pewni siebie i potrafili dążyć do dalekosiężnych celów. Jedna trzecia tych, którzy byli "łakomczuchami" radzili sobie gorzej, co nawet było widoczne w efektach nauki.

Pierwszy raz przeczytałam o powyższych badaniach w pracy Daniela Golemana "Inteligencja emocjonalna". Tej właśnie książce chcę poświęcić słów kilka - o czym za tydzień.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz